...

Filozofia ewolucji (kwantów) 3

by lozowski-janusz

on

Report

Category:

Science

Download: 1

Comment: 0

3,926

views

Comments

Description

Download Filozofia ewolucji (kwantów) 3

Transcript

  1. 1. Janusz Łozowski FILOZOFIA EWOLUCJI (KWANTÓW) copyright © 2012 by Janusz Łozowski wszelkie prawa zastrzeżone ISBN 978-83-932050-9-7 ja.lozowski@gmail.com 1
  2. 2. człowiek - rozum 2
  3. 3. - człowiek - jedność ewolucji - ewolucja człowieka i rozumu kosmos – to krok pierwszy i niezbędny, ale wstępny. kolejny etap, opisanie i zdefiniowanie czaso-przestrzeni, to już działanie drugiego rzutu, pochodna zrozumienia istnienia zmiennej rzeczywistości. jednak przychodzi taka chwila w analizie otoczenia, kiedy obywatel świata dostrzega sam siebie i wyróżnia ze środowiska swoje istnienie. taka kolejność poznawania nieskończoności to nie przypadek. czy dotyczy to mojego prywatnego definiowania przestrzeni i obiektów w niej się znajdujących, czy zbiorowego działania, poznanie biegnie od zewnętrznego zakresu zjawisk do wnętrza poznającego – od "kosmologii" do "ja". rozum (każdy układ działający w otoczeniu innych bytów) wyróżnia, musi w pierwszej kolejności określić tło, na którym i wobec którego może umieścić siebie – żeby stwierdzić, że jestem, muszę wiedzieć, że jest "coś" poza mną. to dlatego człowiek, umysł – nauka rozpoczyna analizę od gwiazd, od rozważań o naturze świata, formułuje wnioski "o wszystkim", ponieważ jest to okres, w którym następuje wyodrębnienie zjawisk regularnych i łatwo dostrzegalnych – i wielkich. nie ma szczegółów, te pojawiają się później. dlaczego? przecież zdecydowanie łatwiej dojrzeć migającą na ciemnym niebie gwiazdę i pomimo jej pozornego bezruchu ustalić zmianę orbity, natomiast "migotanie" komórki-punktu w czeluści ciała zdecydowanie trudniej, potrzebne są wspomagające struktury (narzędzia i wiedza, że taki "element" może istnieć). żebym mógł opisać stan chwilowy i siebie w procesie zmiany, muszę posiadać punkt odniesienia, a ten znajduję, umiejscawiam na zewnątrz i określam jako "nieruchomy" (i wieczny w ujęciu maksymalnym). dopiero następczo, w zwrotnym i późnym już analizowaniu wydarzeń, mogę wyodrębnić siebie w nieustannie odmieniającym się otoczeniu i jako fakt trwały (okresowo trwały). i powiedzieć – jestem. chwila, w której tworzy się moje "ja" (odległa w osobniczej ewolucji od stanu początkowego chwila), to czas podziału świata (rzeczywistości) na zakres, który przynależny do mnie – i "całą resztę". to wówczas dokonuje się przejście w poznawaniu od zainteresowań niebem (oraz jego "zawartością") do najbliższego mi środowiska. wyłaniając (wydobywając) się z tła, budując się jako jednostka i osobowość, zakreślam swoim działaniem w otoczeniu kręgi, których stanowię centrum. to z tego wyróżnionego punktu (jedynego takiego punktu na/w prostej nieskończonej) mogę zdefiniować rzeczywistość. o ile do tego momentu proces poznawania (siebie i świata) zbiegał się "w punkt", w moje "ja" - to od tej chwili następuje odwrócenie kierunku, ewolucja biegnie od punktu "w dal". i moje poznanie oraz definiowanie otoczenia, rozchodząc się ("wybuchając") z/od punktu, biegnie w nieskończoność. w zakres mojego istnienia zostają włączone coraz dalsze i głębiej leżące rejony (i warstwy) świata, potencjalnie nawet nieskończono-wieczne. - mówiąc inaczej, następuje wyłanianie się otoczenia z mroku (niewiedzy) - a przez to moje istnienie, cielesno-psychiczny fakt, więc energetyczna konstrukcja (byt), staje się wyraźnie widoczne. jestem podobny do świata, jestem jego częścią - a zarazem widzę, postrzegam się jako element wyróżniony. analogicznie, jak ma to miejsce w przypadku reakcji dziecka, dla którego stopniowo z mroku, z mało zróżnicowanego i praktycznie jednolitego tła, wyłaniają się coraz dalsze przedmioty i zjawiska - identycznie, jak to się dzieje w kosmosie, gdzie w obiektywach przyrządów wyłaniają się "spoza" (horyzontu) coraz dalsze światy, tak dla umysłu (czyli poznającego otoczenie świadomego już siebie układu) wyłaniają się coraz dalej położone struktury, zjawiska, byty. ale, co istotne, zawsze z centralnie w tym procesie zawartym obserwatorem. to przecież ja ("ja") postrzegam i definiuję otoczenie, to moje zdolności (zasób danych oraz zastosowanych narzędzi) wyznaczają obszar objęty analizą. zaistniałem, wyodrębniłem się z tła – dlatego świat zaczyna wirować wokół mnie. wcześniej byłem elementem otoczenia, ale obecnie to otoczenie jest faktem zewnętrznym - fizycznie nic się nie zmieniło, logicznie wszystko. 3
  4. 4. - jest takie piękne powiedzenie, że "człowiek składa się z wody i marzeń" – w tym momencie chcę do niego nawiązać, bo jest zasadnicze i skrótowe, oddaje fakt współistnienia w jednym układzie dwu stron ewolucji: energii oraz jej reguły. człowiek rzeczywiście zabudowany jest kwantami w różnej postaci, w tym abstrakcjami. cielesna, fizyczna (materialna) konstrukcja to nośnik pojęć, które realizują się jako kolejny, już maksymalnie wewnętrzny przedział zmiany energetycznej (są "nałożone", są "dodatkiem" do przekształcającej się bazy). i właśnie to abstrakcje, stosowane na co dzień (i od święta) pojęcia i symbole otaczającego świata stają się w tej chwili centralnym i zasadniczym tematem, to przede wszystkim do nich muszę się odnosić - opisując sam siebie głównie i w pierwszej kolejności odnoszę się do abstrakcji. czyli kodujących w/na sobie "treść" fizycznych stanów energetycznych w mojej głowie – treść, którą swoją aktywnością (i decyzją) przydaję "grudkom" materii, ale która zarazem stanowi dla mnie wszystko - przecież owa "treść" to "ja". ewolucja człowieka-rozumu, to część energetyczna (fizyczna, jakoś "namacalna") - i symboliczna, tworząca (się) na podbudowie, fundamencie materialnej oraz koniecznej struktury, jednej bez drugiej nie ma. - dwoistość, dwustronność i dwuliniowość ewolucyjna właśnie w tym podwojeniu uzyskuje swoje dopełnienie, jestem takim dwukrotnie podwojonym bytem. ciało dopełnia rozum, konkret, który mogę "pomacać" (i który często boli) - dopełnia "niematerialny", ulotny, bywa że odrywający się od nośnika "duch", "czysty rozum". ciało jest bardzo ważne, to podpora mojego istnienia (w każdej formie), jednak to, czym jestem, a przede wszystkim za co się uznaję, to zbiór osobniczo i zbiorowo wypracowanych pojęć ("znaków") o otaczającym mnie świecie (oraz o sobie). - dlatego w momencie, w punkcie, w którym opis rzeczywistości dociera do Kosmosu i kiedy dosięga już maksymalnego pułapu logicznego (nieskończoności-wieczności), kiedy poziomy i zakresy otaczającej mnie czasoprzestrzeni (chwilowej i abstrakcyjnej) w jej jednokierunkowej wszechkierunkowości wyróżniłem (a nawet zdefiniowałem wraz z ich kwantowym rytmem), przychodzi czas żeby spojrzeć w siebie, czyli na/w wielowymiarową konstrukcję-strukturę, która mnie określa. wychodząc "stąd", przechodząc przez "Wszystko", wracam do "tu" (i "teraz") – do siebie. ale to już inna "rzeka" i inny ja ("ja"). poznanie biegnie od punktu do punktu - i zawsze kwantowo. od nieskończenie małego punktu (ja) do nieskończenie wielkiego (Kosmos) - i z powrotem. ale każdy krok w tym procesie to abstrakcje. zbiór pojęć, które konstruuję przez całe życie, to ja. ciało to fundament, który unosi (i wynosi) moje istnienie w zakres nadprogowy, ale "ja" to zawartość mojego umysłu - to moje symbole i abstrakcje tyczące świata i mnie. nie ma świata na zewnątrz, jest wyłącznie i zawsze we mnie. kwantowa - i tylko kwantowa zmiana (przemieszczanie się w Kosmosie kwantowej jednostki) przekłada się dla mnie w konstrukcje, które w zbiorowej formie postrzegam (w dowolny sposób) jako jedność, fakt – i nazywam, dookreślam. ale to ja i moja zdolność obserwacji i "produkowania" pojęć jest wyznacznikiem istnienia czegokolwiek, poza mną (i moimi abstrakcjami) nie ma rzeczywistości, tego, co za taki fakt uznaję. świat to ja. tradycyjne i tak "naturalne" pojmowanie otoczenia, że istnieje, że są w nim jakoś całościowo definiowane byty, to również moja abstrakcja, to konieczny efekt wyodrębnienia (się) z tła energetycznej ewolucji – oraz przypisania sobie i otaczającym mnie elementom odrębności, to skutek zmysłowej niemożności ustalenia powiązań na poziomie najgłębszym, to pochodna mojego zgrubnego (z wysoka) rejestrowania zmian otoczenia. z tego powodu muszę odwrócić tradycyjny oraz powtarzany na każdym kroku przez umysł pogląd (ogląd), że świat istnieje poza mną – wręcz przeciwnie, jest we mnie. i tylko we mnie. to ja ten-taki "świat" powołuję w każdym swoim działaniu do istnienia, to zbiór moich pojęć go wyznacza i tworzy jego postać, nadaje cechę odrębności i stałości. - moje abstrakcje to mój świat. abstrakcje - to ja. dlatego ostatni krok w poznaniu (świata) musi być analizą abstrakcji. moich abstrakcji. niczego poza nimi nie mam. 4
  5. 5. - rozum a informacja - umysł a świat pytanie na rozgrzewkę: czy, żeby zdefiniować i pojąć Kosmos (nieskończoność oraz wieczność), muszę być kimś/czymś innym aniżeli jestem? czy te logicznie skrajne "wielkości" opisujące "rzeczywistość" są dostępne dla zawierającego się w takich "ramach" działającego i poznającego układu? - czy, żeby odebrać nowe, ogromne ilości informacji o otoczeniu, muszę się przebudować, zmienić, skomplikować? czy, na innym poziomie analizy, mam szansę opisać sam siebie (swój umysł) bez generalnej zamiany swojej konstrukcji? czy, mówiąc inaczej, ta wleczona przez milionolecia biologiczna konstrukcja umysłu może sprostać zadaniu, które stawia przed nim świadomy siebie oraz świata obserwator? czy zbiór abstrakcji, który tworzę na co dzień (a także na potrzeby całego życia), może wspomagać moje działanie niezależnie od miejsca oraz czasu - czy układ powstały jako dopasowanie do środowiska (więc tu i teraz), może wyjść poza nie w swoim działaniu i poznać zawsze-i-wszędzie? - czy umysł (rozum) przyszłości musi być inny od tego, który był lub jest? nie musi. to wynika ze sposobu funkcjonowania umysłu. - nie może być tą samą konstrukcją, ale jednocześnie nie będzie zasadniczo rożnym układem. taki sam – ale nie ten sam. ewolucja się toczy, przemiany w układzie zachodzą i muszą zachodzić, jednak nie przekłada się to na metody (zasady) poznawania świata. pomiędzy mózgiem małpy i człowieka, choć różnice istnieją, przepaści nie ma. przecież fizyczne elementy użyte do budowy w obu przypadkach są takie same, środowisko jest to samo i metody działania analogiczne (odwieczne i zawsze obowiązujące). wszelkie układy posiadające umysł (w dowolnej postaci, chodzi o funkcję) przynależą do jednego zbioru i nie ma między nimi dramatycznych czy wielkich, różnic. - owszem, jest gradacja skomplikowania, są "rozmyte" stany przejściowe, ale ostrych barier nie ma. - dlaczego? ponieważ nie ma znaczenia konkretna budowa układu, to jedność poznającego oraz poznawanego decyduje o wspólnocie otrzymanych wyników, i to niezależnie od położenia w czasie czy w przestrzeni. różnice w technologi powstawania i konstrukcji między umysłem sprzed kilkunastu tysięcy lat (od kiedy można "zdatować" cywilizację), a tym aktualnym, nie mają znaczenia, na tym poziomie analizy jest to ten sam układ. różne jest oczywiście tempo pozyskiwania energii z otoczenia, a także metody tego pozysku, tu dokonała się drastyczna, wręcz "wybuchowa" ewolucja – która trwa i przybiera na sile i jest efektem kumulacji danych o świecie (energii w każdej postaci), jednak fizycznie dotyczy to tego samego umysłu. rozpalenie stosu drewna od zapłonu stosu atomowego dzieli ogrom czasu – jednak, to fakt, "rozpalający" jest ten sam. - wniosek, który z tego trzeba wyprowadzić jest taki, że nie potrzeba zmieniać się albo głęboko przebudowywać, żeby posiąść nowe umiejętności oraz możliwości działania w świecie. nie trzeba, ponieważ nie ma znaczenia forma działającego, ale metoda, którą operuje – tu nie liczy się "prosta" siła, ale "nadpisana" na fizyczny nośnik (materialnie zawsze ten sam nośnik) abstrakcja. dlatego mam szansę i możliwość, i to nawet w oparciu o wyprodukowane kiedyś-tam elementy (i z innym przeznaczeniem) dojść poziomu Kosmosu – i zrozumieć swoje otoczenie. i siebie przy okazji. więcej – poznanie nieskończoności i wieczności dotyczy każdego umysłu, który pójdzie tą drogą, każdy poznający i działający w środowisku układ dopracuje się takich pojęć. różnica ponownie w szczegółach, w postrzeganiu pośrednich stanów prowadzących do takich "obrazów". prawdę o rzeczywistości zna każdy – choć zarazem każdy kolejny obserwator dokłada do tego zbioru swój kamyczek. dlatego pełna odpowiedź na wyżej postawione pytanie brzmi w ten sposób, że to nie konstrukcja musi się zmienić, żeby można było poznać Kosmos, ale zawartość już istniejącej konstrukcji – nie struktura "techniczna" decyduje o zakresie poznania (aczkolwiek nie jest to bez znaczenia), tylko wykorzystane do analizy elementy (tu pojęcia). nośnik fizyczny zawsze jest ten sam (materia w trakcie przeobrażeń) – ale zmienia się jego "zawartość" (abstrakcja). 5
  6. 6. - umysł "spóźniony" - prawda czy fałsz? abstrakcje to ja - tylko czy są to abstrakcje adekwatne do świata? niekiedy umysł opisuje się jako "opóźniony", nie nadążający za zmianami środowiska czy wręcz za własnymi wytworami. sprzeczność sama w sobie. jak coś, co wytwarza skutek, może być względem tego skutku "opóźnione"? inaczej, ponieważ zagadnienie jest istotne. czy umysł tworzący dowolny fakt (element, proces, abstrakcję) musi znajdować się na wyższym poziomie budowy i skomplikowania od tego, co wytwarza, czy może powołać do istnienia "coś" wobec siebie jakościowo różnego? słowem, stary dylemat: jajko czy kura? oczywiście nie odnoszę się tutaj do banalnego zakresu konstrukcji, na/w którym zachodzi szybka żonglerka liczbami lub sięganie "spojrzeniem" i za pomocą technicznego układu (przyrządu) dalej-głębiej - w takim działaniu rozum nie jest, a nawet nie może być sprawniejszy od byle liczydła. również wobec otoczenia (procesów energetycznych) zawsze jestem spóźniony, odbieram fakty po ich zaistnieniu – to oczywistość. natomiast odpowiedź na powyższe pytanie jest dość zaskakująca: może i nie może: nie może zbudować – ale może budować. to nie paradoks. jeżeli trzymać się ściśle wprowadzonych pojęć, to zbudowanie układu nadrzędnego wobec mnie (czyli bardziej skomplikowanego) jest niemożliwa. nie stworzę niczego, co będzie przerastać mnie możliwościami. dlaczego? bo nie mam do tego zasobów (składników, technologii, wiedzy). to oczywiste i jasne, przecież w każdym konkretnym momencie mojego działania (i istnienia) dysponuję pewnym i zawsze skończonym zasobem elementów. nie zbuduję, więcej, nawet nie pomyślę niczego, co byłoby zasobniejsze od tego, co mnie stanowi. ale zarazem to nie oznacza, że nie mogę tego budować. wystarczy się po okolicy rozejrzeć, żeby znaleźć wielorakie przykłady, które bardzo dobitnie zaświadczą, że są i były w chwili ich zbudowania bardziej skomplikowane od stanu zastanego, były bardziej skomplikowane od wiedzy ich budowniczych przed rozpoczęciem samego działania. - gdyby nie możliwość budowania układów nowatorskich względem już istniejących, nie byłoby ani mnie (jako kolejnego "wcielenia" konstrukcyjnych uwarunkowań ewolucji biologicznej), ani moich "produkcji". dlaczego więc mogę budować coś innego od poprzedniego, ale nie mogę zbudować czegoś radykalnie innego? ponieważ w ewolucji nie mam i być nie może "skoków". każdy proces (fakt), każde i najbardziej z mojego punktu widzenia minimalne nawet działanie, zmienia zabudowanie układu, w którym zachodzi albo na który wpływa. jakiś stan zaistnieje - zmienia się struktura całości. przy czym, co bardzo ważne, zachodzi również proces zwrotny. czyli umysł (a szerzej każda ewolucja) tworząc, konstruując dowolny element, zmienia zarazem siebie. każdy mój wytwór dodaje się (jako kwant) do mojego zasobu danych, a przez to i mnie odmienia. nie skoczę swoim działaniem dalej, jak mój aktualny zasób danych (i składników), mogę zawsze operować tylko w jego ramach. jednak każde w takim zbiorze przeprowadzone (za)działanie zmienia jego kształt - każda moja myśl, to już inny, nowy umysł. - i dlatego mogę w każdym kolejnym kroku (kwantowym) przemieścić się dalej, przesunąć granicę swojego świata "poza" dzisiejszy horyzont. zgoda, to zawsze jest horyzont, ale inaczej (dalej) umiejscowiony. kiedy działam, zmieniam swoją pozycję w środowisku, zmienia się zasób wiedzy posiadanej i możliwości. nie pobiegnę dalej, jak mój najdalszy punkt wiedzy, ale mogę ten próg przesuwać – nie zbuduję niczego od razu, ale mogę budować skutecznie "po kawałku" (i kwantami). fakt tworzenia zmienia stany wewnętrzne w bycie tworzonym – ale także w tworzącym, zachodzi równoczesne odmienianie się obu stron procesu. to dlatego mogę powołać (stworzyć) do istnienia układ przewyższający mnie możliwościami, ponieważ w procesie tworzenia również sam się zmieniam. i znów "przewyższam" stan zastany. zgoda, tylko o krok, jednak będę z przodu. nowość wytworzona jest lepsza i sprawniejsza od poprzedniego stanu, ale ja na tej drodze także znajduję się już dalej – i nie jestem tym, który był (przed chwilą). a przez to ponownie prowadzę w tym wyścigu. 6
  7. 7. - to jednocześnie nie oznacza, a co chcę wyraźnie podkreślić, że zapoczątkowana w taki sposób przeze mnie ewolucja intelektualnie mnie nie "przegoni" – jak najbardziej może się to stać. oczywiście chodzi w tym przypadku o rozważaną często sprawę "sztucznego umysłu" (o czym przyjdzie się dalej powiedzieć, i to sporo i w różnym kontekście). czy więc nie zachodzi sprzeczność pomiędzy wyrażonym przed chwilą stwierdzeniem, że nie mogę zbudować układu "wyższego" i mnie przerastającego a budowaniem "sztucznego rozumu", który będzie, musi być "wydajniejszy"? nie ma. argument na rzecz takiego stwierdzenia jest banalnie prosty oraz oczywisty: przecież skonstruowana przez mnie struktura, w tym przypadku myśląca, również będzie samouczącą się i samokomplikującą. każdy kwant energii pozyskany ze środowiska ten układ zmieni, zabuduje go na nowo i przesunie w definiowaniu otoczenia (i jego samego) o krok dalej. i, co ważne, jeżeli będzie to proces swoimi reakcjami szybszy od dostępnych mojemu poziomowi, z tego peletonu po prostu odpadnę - jako faktycznie opóźniony (w rozwoju). przy czym, co także ma znaczenie (a w szerszym ujęciu filozofii ewolucji jest oczywistością), od razu wypadnie zastrzec, że inteligencja "wytworzona" przeze mnie nie będzie ani inną inteligencją, ani formą "obcą" (czy jakoś tak, a czym straszą różne publikacje niskich lotów). zasady działania (reguły ewolucyjne) są jednakie dla wszelkich systemów i w każdym zakątku wszechświata, odmienność pojawia się na poziomie szybkości, dotyczy zakresu czaso-przestrzeni, która musi się zrealizować pomiędzy zaistnieniem sygnału (bodźca), a reakcją na niego. - o ile mój centralny organ myślowy w ramach zbioru układów inteligentnych jest powolny (ze względu na nośnik), to oczywiście "produkt", konstrukcja oparta choćby o elektrony (tym bardziej fotony) przegoni mnie z łatwością. jednak, co tu ważne (oraz pocieszające), uzyskany wynik operacji na abstrakcjach w takim układzie będzie analogiczny, więcej - tożsamy wobec mojego "powolnego" opisywania pojęciami otaczającej rzeczywistości. bowiem świat jest ten sam i zastosowana metoda działania ta sama. i nigdy inna. już wspominałem, nie ma znaczenia konkretny nośnik i techniczna struktura działającego układu, liczy się "wsad" (treść), zawartość struktury. liczy się funkcja, a nie jednostkowy sposób jej wyrażania. jeżeli układ jest zbudowany według reguły (logicznie), jeżeli działa w oparciu o tę regułę, wytworzy adekwatne do świata pojęcia i nie pobłądzi. nie może pobłądzić, bo innego świata, innej rzeczywistości nie ma. w szerokim, logicznym ujęciu nie ma przecież znaczenia, czy abstrakcja buduje się w biologicznym i kształtowanym milionoleciami mózgu (i w oparciu o elementy "pod ręką"), czy "puszce", którą składam na obraz i podobieństwo (swoje), wynik operacji logicznych zawsze jest (i będzie) ten sam, taki sam. różnica zachodzi tylko w tempie prowadzonych operacji, ilości możliwych do "przepuszczenia" w jednostce czasu ilości danych. im więcej taki układ może "przerobić" kwantów i im szybciej to się dzieje, tym bliży jest wydarzeniom zachodzącym w "teraz" i tym lepsza jego kontrola nad procesami. to ważne i potrzebne, wręcz konieczne udogodnienie w istnieniu, ale jest to działanie tylko z "nieco" innego piętra możliwości (ewolucyjnych). świat jest jeden – dlatego również "myślenie" posiada jedną postać. wniosek? ten podpunkt można podsumować w sposób taki – że ewolucja materii (nieożywionej) "podprowadziła" ewolucję układów do poziomu skomplikowania w formie struktur biologicznych – w kroku drugim ewolucja zachodząca w kręgu biologicznym podprowadziła proces zmian do struktur rozumnych – ale ewolucja rozumu w kroku trzecim podprowadza zjawiska do poziomu bariery-zapętlenia, kiedy ponownie elementy materii (niebiologiczne) mogą zostać wprzęgnięte w struktury logiczne (więc rozumne). a w kroku czwartym, już po zapętleniu i po "zakrzywieniu" w osi symetrii (i po "kołowaniu"), proces ewolucyjny znajduje się na innym poziomie, uzyskuję inny stan (nowość energetyczną) - ale zasada nie zmieniła się w żadnym punkcie. i ewolucja może biec dalej. tak samo – ale nigdy tak samo. 7
  8. 8. - abstrakcje - działanie umysłu o abstrakcjach i sposobie działania układu rozumnego wcześniej wspominałem, warto jednak do tego wrócić, ponieważ sprawa jest interesująca – zwłaszcza w kontekście budowy "sztucznego" układu logicznego. tworzenie (tworzenie się) abstrakcji, a następnie operowanie nimi, to zagadnienie ważne, które wymaga głębszej refleksji. bo choć nie jest to obszar "nieustającego cudu" (co, mam nadzieję, niezbyt mocno poniektórych zasmuci), to jednocześnie nie oznacza to banalnie prostego fizycznego procesu (który jest "produktem" mózgu). po pierwsze i najważniejsze w tym toku rozumowania: abstrakcje realizują się na nośniku fizycznie materialnym i różnorako "namacalnym", jak to powinno w każdej (przyzwoitej) ewolucji być. i nigdy inaczej. i nie jest to, wbrew pozorom, nic warte (czy banalne) stwierdzenie. to bowiem zaistnienie, wytworzenie się w toku ewolucji fizycznego nośnika, na/w którym jest możliwy dalszy proces oraz "obróbka" danych, to warunek fundamentalnie konieczny. nie ma działania (tu myślenia) w pustce. musi być "coś", co jest i na/w czym może dokonać się zmiana. i to zmiana utrwalona, również fizycznie i realnie – a także do późniejszego odczytania (na żądanie). abstrakcje tworzą się jako konieczność (to nie luksus czy przypadkowa nadmiarowość), są tworem, "produktem" ewolucyjnym, który pozwala przeżyć, a ich składnikiem są substancje zmagazynowane w mózgu (czy adekwatnym układzie). to poziom twardy i absolutnie niezbędny, który musi zaistnieć, żeby kolejne procesy mogły zachodzić. musi zaistnieć substancja nośna, energia w fizyczno-chemicznej postaci, która buduje - i w której budują się następnie większe elementy. można to definiować jako poziom zerowy lub "czystej karty", w/na którym może kształtować się wszystko dalsze, ale on po prostu musi być. musi być fundament, na/w którym coś zbuduję ("nagram") - musi być podłoże, na/w którym mogę zakodować dowolny stan albo fakt coś dla mnie oznaczający - i który przechowam w swoim "archiwum". zysk osobniczy (i zbiorowy) z takiej archiwizacji danych jest oczywisty: wrócę do zdarzeń i reakcji na nie w dowolnym momencie, oszczędzając czas i energię na poszukiwanie wyjścia. każdy zaistniały fakt mnie zmienia i wzbogaca wiedzę o świecie i ułatwia postępowanie w kolejnych krokach. im więcej wiem, im więcej rozpoznałem mechanizmów w otoczeniu, tym szybciej się w nim przemieszczam (i sprawniej), tym dalej i dłużej działam (żyję). coś, co wcześniej było tylko banalnie "prostym" i fizycznym stanem zorganizowanej energii, po "nadpisaniu" kolejnego poziomu, staje się już nową jakością - zmienia się w fakt fizyczny z "dodatkiem interpretacyjnym" ("instrukcją obsługi"). przy czym ciekawe w tym ujęciu jest to, że w takim przypadku "kod" zapisu (tor równoległy do nośnika w ujęciu logicznym), "usamodzielnia" się. i staje się dla użytkownika takiej ewolucji jedynie dostępnym poziomem. nośnik "znika" z obserwacji (i doznań), przejścia (kwantowe) giną "w pomroce" i "duch" swobodnie polatuje nad poziomy (fizyczne). z wszelkimi tego szkodliwymi efektami ("bo fizyka i ciało to coś złego", "dno świata"). dlatego ponowne i świadome zejście "do hadesu" materii wymaga od umysłu wielkiego wysiłku, a rozdzielenie w prowadzonych analizach treści od nośnika dokonuje się dużym kosztem. warto również podkreślić, że ponieważ zachodzi jedność środowiska i układów, które w nim działają, dla wszelkich wydarzeń i uczestników nośnik ewolucji jest ten sam i zasada jego organizacji jest identyczna - ale wynik operacji, czyli "obrabiania" (kodowania) jest każdorazowo jednostkowy i zawsze inny. każda ewolucja, także tworzenie się abstrakcji, to "wypiętrzenie" "w górę" energetycznej struktury, a ilość wchodzących w każde moje doznanie-działanie faktów jest takiej skali, że nie ma, nie było i nie będzie dwu jednakowych. dlatego również nie ma identycznych ułożeń elementów (kwantów) i nie może być identycznych abstrakcji (czy dowolnych ewolucji). każdy stan energetyczny we mnie (czy w Kosmosie) jest zaistnieniem jednostkowym i niepowtarzalnym – w tej formie jestem zbiorem jedynym w nieskończoności. ja to punkt. 8
  9. 9. - jak powstają abstrakcje? żeby odpowiedzieć na takie pytanie, nie ma co zajmować się sformułowaniami ogólnymi, tylko warto przeanalizować odczucia dotyczące myślenia, pojmowania pojęć i abstrakcji - który to poziom jestem zdolny sięgnąć w skierowanym "do wewnątrz" działaniu. a skoro mogę, to powinienem to uczynić. jak więc tworzy się "abstrakcja"? - oto do mojego umysłu płynie ze środowiska ciąg impulsów (kwantów). płyną w uporządkowaniu, w jakimś rytmie (zależnym od mojej aktywności oraz stanu środowiska) i które połączą się (lub połączę je świadomie) w mojej głowie w jedno i zborne wydarzenie – albo będzie to wiele oddzielnych wydarzeń, także kwantowo istniejących, ale przedzielonych czasem i przestrzenią, które również połączę w jedność (w wyniku długiego uczenia się i odkrywania powiązań między rejestrowanymi faktami). różnica pomiędzy tymi wydarzeniami jest wyłącznie czaso-przestrzenna, to pochodna moich zdolności w wyszukiwaniu zależności między odległymi od siebie zjawiskami. o ile bliskie w odbiorze dla mnie fakty łączę (klasyfikuję) wręcz "mechanicznie" i prosto, o tyle zdarzenia przedzielone dniami (czy latami) mogę powiązać ze sobą tylko i wyłącznie jako efekt refleksji (i jako skutek uczenia się takich związków). to, co mam "przed nosem", widzę doskonale, zjawiska zaszłe za horyzont "widzę" tylko "oczami duszy". dlatego żeby zebrać zapisane w umyśle "odbicia" i żeby połączyć rozproszone dane, trzeba się natrudzić - dotyczy to jednostek, ale dotyczy także zbiorowości. naukowe, filozoficzne wyszukiwanie związków między elementami otaczającego świata, to proces idący przez wieki i tysiąclecia, ale niewątpliwie popłacający. co zrozumiałe, im większa ilość informacji o świecie i zdarzeniach w nim zachodzących, tym budowanie abstrakcji łatwiejsze. jednak w tym momencie muszę podkreślić jeden zasadniczy fakt, który głęboko wiąże się z tworzeniem (się) abstrakcji: ich konieczną, nierozerwalną łączność czaso-przestrzenną. a to znaczy, że nie mogę operować pojęciami nazbyt sobie odległymi, na których odszukanie w bibliotece (książkach czy w mojej głowie) zmarnuję wiele chwil. po prostu, zanim znajdę potrzebne dane, rozpadnie się, przestanie istnieć związek między elementami tak tworzącej się ewolucji (tutaj ewolucji myślenia) - przecież nie zbuduję stabilnego, więc łącznego procesu z faktów w zakresie już rozproszonym (rwanym). - mówiąc inaczej, zanim poznam, "dokopię" się do potrzebnych informacji, to albo ta informacja się rozpadnie (książka lub pojęcie w mojej głowie), albo moja cielesna konstrukcja w proch się obróci. to nie przypadek, że w ramach zbioru, grupy pojęć lub grupy ludzi, ale stłoczonych w niewielkim zakresie (acz nie może to być nadmierne upchanie elementów, ponieważ wówczas więzienia byłyby najlepszym miejscem dla analiz świata /co się historycznie potwierdza/), że w takiej skumulowanej przestrzeni dochodzi do wytworzenia się nowości – dochodzi do łączenia się faktów, które są od siebie odległe. ewolucja może-musi przebiegać w pewnym zakresie "ścisku" (a także swobody), żeby mogła się wewnętrznie zabudować. "postęp w granicach prawa" – oto przepis na zbudowanie stabilnej struktury. operując pojęciami w umyśle nigdy nie sięgnę do całego zasobu (archiwum), zawsze istnieją strefy "zakurzone", do których docieram z trudem (lub wyjątkowo), one są praktycznie stracone do analizy. żeby zbudować coś nowego, muszę posiadać "w zasięgu ręki" potrzebne informacje (one muszą "kołować" po sąsiednich "orbitach", żeby wejść w relacje). to musi być wewnętrzny i bliski sobie proces w ramach "mgławicy" (galaktyki) pojęć, gdzie z "pyłu kwantowego" może zbudować się oraz zabłysnąć "supernova" (pomysł), jednak nie może być w zdarzeniu przewagi pustki, ponieważ łączność się zerwie. im więcej połączeń i wykorzystanych elementów, tym więcej nowości i wniosków tyczących świata. nie ma znaczenia, co tworzę, nową potrawę czy system filozoficzny - zasada tego procesu jest ta sama i nośnik ten sam. to w ramach (w zbiorze) elementów dostępnych, które stanowią aktualne "jądro" ewolucji, może się wytworzyć nowość - która albo połączy ze sobą dane zmysłowe ("abstrakcja fizyczna"), albo połączy na kolejnym już poziomie działań umysłu uogólnienia (abstrakcje logiczne). 9
  10. 10. - abstrakcje - teraz od strony odczucia warto te ogólne rozważania podbudować poznaniem, które jest dostępne dla mnie poprzez "wczucie" się, to również ciekawe ujęcie (i doświadczenie). - oto mam jakieś pojęcie, abstrakcję, którą operuję, ale nie wiem w tej chwili (jest to poza moim zasięgiem badawczym), jak ona powstała. czyli wykorzystuję słowo, symbol czegoś, o którym wiem jedynie to, że jest mi dostępny - i z tego faktu korzystam. każde słowo (a szerzej dowolne doznanie) jest abstrakcją powstałą na podbudowie wielu informacji, które "zbieram" (nieświadomie lub świadomie) przez całe życie – to w abstrakcjach zakodowane jest moje istnienie, i to na różnorakich poziomach, stąd ich znaczenie. ot, biorę na przykładu słowo "widok", dobre jak każde. dowolna abstrakcja, czy to w języku potocznym, czy tak zwane "wyrażenia naukowe" (jak np. abstrakcje matematyczne, które uchodzą, niesłusznie, za coś odrębnego), to wynik długiego procesu budowania się - właśnie zbierania danych i energii, które następnie podlegają "ociosywaniu" (różnemu obrabianiu). abstrakcje, niezależnie od ich przynależności, są na konkretnej podbudowie, powstają i zawsze zmieniają się tak samo (wymusza to jedność świata). jeżeli w sposób szczególny w tym miejscu podkreślam (i w nawiązaniu do "wczucia" się w abstrakcje), że fakt wyróżnienia pojęć matematycznych (jako innych) jest błędny, to z tego powodu, że ich rola w poznaniu rzeczywistości jest znaczna. nie ma matematyki i jej "symboli" w oderwaniu od materialnego poziomu, przecież nie ma oraz być nie może logiki pustki. - i nie chodzi mi nawet o to, że matematyczne pojęcia odnoszą się do realnych przedmiotów lub zjawisk (np. dziesięciu palców), a także że za każdą matematyczną abstrakcją coś-gdzieś-kiedyś się znajduje i trzeba jedynie to w czeluściach świata odszukać - ale nawiązuje tu do tego, że "obrabiana" przez matematyka w jego głowie treść to nic innego, jak "namacalne" jedynki i zera, bryły, figury i przekształcenia jakoś realne. - mogę myśleć o Kosmosie, czyli nieskończoności, wieczności, "e = mc2 ", o dowolnym bycie - ale w zwojach mózgu owe pojęcia są "namacalne", posiadają swoją fizyczną postać, coś "niesie" w/na sobie taką dla mnie ogromną treść. w każdym działaniu reprezentowane w umyśle byty są konkretne, fizycznie zajmują czas i przestrzeń. - abstrakcja może być wielkiej, nawet maksymalnej skali, ale w konkretnej głowie ma swoje lokalnie zakodowane upostaciowanie i jest to namacalne, realne ciało. więcej: poza tak "zbryloną" energią nie istnieje. moje "odczuwanie", a następnie wykorzystanie abstrakcji dlatego jest możliwe, że "treść" jest "nadpisana" na materialnym nośniku, który może wejść w "reakcje" (i rzeczywiście już reakcje, np. jako chemiczne czy elektryczne) z kolejną, znajdującą się obok abstrakcją. pytanie: co czuję, co postrzegam, kiedy operuję abstrakcją-stanem "widok" czy "kosmos"? nic nie czuję oraz niczego nie widzę. to najpełniejsze i najkrótsze oddanie tego, co towarzyszy operacjom abstrakcyjnym w umyśle. poziom działań pojęciowych, choć zakotwiczony i wpisany w poziom fizyczny rozumu, dla mnie, jako korzystającego z niego, usamodzielnia się, odrywa od nośnika. autonomia w odczuwaniu jest pełna, aż do pomijania zakresu materialnego. - owszem, mogę "odczuć" "zawartość" abstrakcji, "poczuć" treść pojęcia, jednak nie "doznam" fizycznego nośnika. to jest dla mnie zakres na zawsze ciemny i znajduje się poniżej rejestracji. mogę wywnioskować jego (za)istnienie, dojść w logicznej analizie tego, że poszczególne abstrakcje muszą się ze sobą jakoś "namacalnie" komunikować, że musi być przepływ energii między elementami procesu, że muszą się abstrakcje wzajemnie "doznawać" i "czuć", ale ja tego poziomu nie doznaję, to jest poziom reakcji konieczny, ale niedostępny w doznaniu. ja "doznaję" i "czuję" świat i siebie "wyżej", tylko i wyłącznie na poziomie abstrakcyjnym. doznania fizyczne są przypisane do elementów umysłu (komórek), ale dla mnie dostępnym pozostaje jedynie poziom wyższorzędowy - abstrakcyjny. wszystkie moje doznania są pochodne "doznaniom" neuronów (i zawierają się w nich), ale lokują się w innym zakresie. i są jedynymi mi dostępnymi. 10
  11. 11. - więcej - w trakcie stosowania rozbudowanej już abstrakcji, niech będzie ten "kosmos", na tym poziomie nie ciągnie się za nią nic. nic w sensie "treści" czy "obrazu", czy "doznania". takie pojęcie w "pierwszym odczuciu" nie ma "przyczepionych" do siebie żadnych doświadczeń czy symboli. owszem, mogę (w razie potrzeby) dobudować, nawet w moim postrzeganiu nagle, całą głębię tego słowa ("głębię", którą jako konkretny osobnik dysponuję), ale to nie jest dane w chwili operacji tym pojęciem. taki cały zbiór informacji, którym koduję w "archiwum" abstrakcję "kosmos" (i jest w zakresie podprogowym do niej), to stan chwilowo zbędny – to szczyt góry (pojęciowej), jednak fizycznie, w tu i teraz, może być pomijany (dla sprawności działania). - ważne w tym jest to, że choć wywołanie danych przebiega w odczuwaniu dla mnie "szybko", zawsze jest i być przecież musi działaniem w postaci "kwerendy" z całego dostępnego mi zbioru danych (życiorysu), jest przeglądem, który biegnie daleko i głęboko w zasób informacyjny. obejmuje ten proces poziom danych zmysłowych, jako fundament i "korzenie" mojego myślenia (np. gorące to coś przykrego, kiedyś dotknąłem i bolało), obejmuje poziom abstrakcji "prostych" (np. szkolnych) – i każdy inny poziom. w logicznym ujęciu każde obrabiane przez mnie słowo "wpisuje" się, "sprzęga", jest zawarte w całej mojej życiowej (i "zarchiwizowanej") drodze. - oczywiście fizycznie i w każdej chwili operacji w umyśle sięganie do tych zasobów nie jest ani możliwe, ani też potrzebne – choć potencjalnie dostępne (o ile dane są zachowane i jest czas na ich przegląd). realnie może proces schodzić w takich powiązaniach głęboko - ale nie musi (dla sprawności swojego działania). nie ma sensu w konkretnej ewolucji (tu wyobrażania sobie stanu "kosmosu") wywoływać wszelkich z tym powiązanych abstrakcji. one tam są, mogą być przywołane – są "fundamentem" tego pojęcia, ale jako taki nie musi być on ciągle odkrywany. wystarczy w analizie "pobliski" (na podpoziom rozciągnięty) zakres przywołań, żeby można było skutecznie operować pojęciem. i budować z niego (z nich) kolejny – tworzyć abstrakcje następnego rzutu. dla badających (podglądających) rozum było sporym zaskoczeniem, że umysł "wie" szybciej od osobnika, co ten zrobi, co powie i co pomyśli w kolejnym kroku. czyżby "coś" nim sterowało, podpowiadało "z boku" ("z głębin"), co biedak ma zrobić w następnej sekundzie? - doprawdy, dlaczego jest to tak zaskakujące, nie mogę tego racjonalnie wyjaśnić. przecież, żeby fizyczne elementy w głowie zgromadzone (oraz każdorazowo składające się na moje myśli) połączyły się (w myśli mądre czy głupie), żeby nastąpił (najkrótszy nawet) "przeskok" danych w mózgu, musi zaistnieć zdarzenie w czasie i przestrzeni. - poziom fizycznych reakcji (ich "zbierania" się "w kupę", wszak "w kupie siła") musi wyprzedzać poziom "uświadomienia" sobie faktu – bo jest właśnie dnem, fundamentem tego procesu. fundamentem, który "zbiera" się w jedność poprzez różne i wszelkie poziomy (mojej i świata) rzeczywistości - w tym przypadku poprzez struktury umysłu. musi się zrealizować cała piramida procesów, abym mógł "na szczycie", więc już na/w "strefie świadomej", o takiej produkcji (skutkach tej ewolucji) jakoś się dowiedzieć. i tak w następnym kroku pracą "bazy" pokierować, takie stworzyć "filtry", żeby proces mógł biec dalej, a nadbudowa mogła "główkować". abstrakcja – i "strumień myśli", to proces budujący się "w górę", do poziomu "świadomości", więc te niższe zakresy są szybsze - i muszą być szybsze. "ja" to szczyt piramidy, ale nie istniejący bez głębi niższych procesów. dla mnie zakresem nadprogowym i jedynie dostępnym jest to, co określam jako moje "ja", "świadomość" - tylko że jest to poziom podbudowany (także obudowany z każdego kierunku, wszechkierunkowo) zjawiskami leżącymi poniżej. rejestruję, doznaję - dla mnie wszystkim jest to, co "widzę oczyma duszy", ponieważ abstrakcje są mną - jednak ten poziom jest wpisany w zakres dla mnie ciemny, niedostępny, nieoznaczony. i konieczny. - każda moja abstrakcja posiada na/w podpoziomie liczne "korzenie", jest zanurzona w "morzu" informacji, danych zmysłowych lub abstrakcji kolejnych rzutów, ale "doznaję" ją jako "fakt punktowy". "ja" to abstrakcja – ale na "podglebiu" fizyki. 11
  12. 12. - abstrakcje - czy można operować tylko samymi abstrakcjami? pytanie: czy może istnieć mózg ("układ rozumny" w dowolnej postaci), który w swoich reakcjach będzie odnosił się, pracował wyłącznie na samych pojęciach, abstrakcjach? czy może powstać byt operujący tylko w zakresie abstrakcyjnym? a jeżeli może, to jak będzie działać, i co z tego wyniknie? sprana jest ciekawa - i ważna. i to nawet na kilku poziomach analizy. przede wszystkim od razu wypadałoby powiedzieć, w nawiązaniu do wcześniej i wyżej zapisanego, że nie może. że zawsze musi być fizyczny fundament, na/w którym procesy mogą się toczyć (bytu "myślącego" poza fizycznym nośnikiem przecież nie ma). jednak w tej chwili już tego zakresu nie podnoszę, to jest oczywista oczywistość. - po drugie, co także wynika z powyższego opisu tworzenia się abstrakcji, nie ma niczego innego, jak abstrakcje. każda w moim umyśle (czy szerzej: ciele) struktura, jest w tym ujęciu "abstrakcją". bo powstała jako "wyłanianie" się, budowanie konstrukcji z elementów "w górę". komórka ciała jest kolejną formą energetycznej zmiany – myśl również. każdy, dowolny element świata, który pojawia się na (jakoś definiowanym poziomie) jest w stosunku do podpoziomu "abstrakcją", sumą i uogólnieniem zjawisk leżących niżej. i o tym nie należy zapominać. co więcej, co również wiąże się z początkowym pytaniem, pojawia się dylemat, czy taki układ (tylko działający na abstrakcjach), będzie doznawał, odczuwał i reagował? jeżeli stwierdzam, że abstrakcji nie odbiera (czuje) się inaczej, jak właśnie abstrakcyjnie, to przecież jest to prawda, ale nie do końca. samej abstrakcji nie czuję, fizycznej i głębokiej zawartości abstrakcji nie doznaję, kiedy ją stosuję (i tak na pewno będzie w przypadku tu analizowanego układu), ale przecież będąc cielesną konstrukcją czuję, kiedy komórki umysłu się między sobą komunikują. w analizie logicznej poziomu fizycznego nie sięgam, jednak różne "dreszcze" ciało przebiegają, mrówki po plecach drepczą, a umysł aż się iskrzy, kiedy dostarczyć mu doznań (dowolnego rodzaju). dlatego najpewniej i podobny do mnie (i każdy inny) układ musi doznawać owych "dreszczy" emocji, kiedy składniki ciała się komunikują i wzajemnie doznają. to przecież dlatego myślenie, wszak czynność pozornie czysta (logiczna i abstrakcyjna), dostarcza tylu doznań ("odlotów") i jest przyjemna (czasami bywa przyjemna). obecnie jednak pytanie tyczy innego ważnego zagadnienia. mianowicie, czy byt, układ rozumny musi przebyć drogę analogiczną do mnie, czyli od poznawania (i doznawania zmysłami) świata, do kolejnych uogólnień danych tak zebranych – czy można to pominąć i przeskoczyć poziom fizycznych doznań, więc od razu operować abstrakcjami (pozyskanymi czy "zaprogramowanymi")? wyrażając to inaczej, czy "sztuczna inteligencja" (przecież o to tu chodzi) może "wystartować" od razu i momentalnie po wpakowaniu w "skrzynkę" encyklopedii (wraz z suplementami), czy musi przejść drogę "uczenia" się? odpowiedź, która nasuwa się w pierwszej kolejności jest taka, że bazując na schemacie komend i abstrakcji wpisanych w układ (pozyskanym, danym jako "stan zastany") można działać – ale to nie wykroczy poza "rutynowe" reakcje. wszak "programy" biologiczne, nawet te pozornie najprostsze, są mniej lub więcej, ale otwarte - a stosujące je układy uczą się reakcji na fakty występujące w środowisku. można z tego wyciągnąć wniosek, że poszerzając przedział swobody reagowania układu, kiedy uczy się on samodzielnie otoczenia (zbiera kwanty), osiąga lepsze rezultaty, że nie wystarczy "czysty" zapis abstrakcyjny, tylko potrzebny jest jeszcze dodatek do wytworzonej abstrakcji w postaci fizycznego doznania. czyn sprawczy konstruktora (pierwsza przyczyna), musi doprowadzić do układu myślącego, jednak pomimo że zmieni się nośnik, zajdzie konieczność powtórzenia drogi, którą przechodził sam konstruktor. i nie zdoła (s)twórca ani uprościć, ani przyspieszyć tego procesu, ponieważ każdy sam (i na własną rękę) musi "kantów" środowiska doświadczyć. ale że "konstruktor" tak czy owak pierwszego rozumnego "sztucznego" krzyku doczeka, to pewne. 12
  13. 13. - ewolucja abstrakcji - proces myślenia - relacja między nośnikiem fizycznym abstrakcji a treścią abstrakcji (zależność obustronna) zanim dalej o wykorzystaniu ewolucji abstrakcji do opisywania i do budowania "sztucznej inteligencji", wypada zatrzymać się, zwłaszcza w tym miejscu, na najważniejszym zagadnieniu, które się z mózgiem (układem logicznym) wiąże - z myśleniem. powstała paradoksalna sytuacja (ale tylko nieco paradoksalna), że mimo wielokrotnie oraz na różne sposoby odmienianego słowa "myślenie", do tej pory praktycznie tego zakresu nie omawiałem. to, co opisywałem, czyli proces ewolucji (w tym ewolucję abstrakcji), było poprawne i dobrze obrazuje zmiany energetyczne (w tym te zachodzące w umyśle), dobrze oddaje proces formowania się dowolnej "abstrakcji" (co by pod tym pojęciem nie rozumieć) - ale jednak nie oddaje w pełni najważniejszego z mojego punktu widzenia procesu, właśnie myślenia. ewolucja ewolucją, ale dla mnie najważniejsze znaczenie ma to, że mogę taki proces doznawać. a nawet, w miarę możliwości, opisywać. dlatego nie ma rady, trzeba mu się głębiej przyjrzeć. warto wiedzieć, czym jestem. procesy ewolucyjne, które opisywałem do tego momentu, nawet jeżeli zawierały w sobie ciąg zdarzeń, były pojmowane "punktowo" (liniowo, punktowo i przede wszystkim następczo). a przecież myślenie to proces nie tylko wielowymiarowy (i wielopoziomowy), ale przede wszystkim wielo-punktowy – i posiada to swoje znaczenie. nie jedna myśl, nawet najgenialniejsza, stanowi o myśleniu, tylko ich ciąg, strumień (a najlepiej, żeby to była "rzeka"). punktu (kwantu), jak wielokrotnie podkreślałem, opisać nie można - tylko "jest", żeby zdefiniować myślenie, żeby opisać działanie rozumu, muszę operować dużym zbiorem faktów (najmniej dwoma stanami). jednostka jest ważna (składa się w miliony i masy) – ale w relacji do innych jednostek. powodem, który bezpośrednio skłonił mnie do zajęcia się myśleniem (w sensie logicznej analizy), było przekonanie, że istnieje, musi istnieć zależność (i to zasadnicza) między tym, co zawiera abstrakcja (treścią, znakiem), a tym, co jest nośnikiem tejże abstrakcji (energią w postaci fizycznego nośnika) – że, mówiąc inaczej, zachodzi ścisły związek między kodem a substancją kodowaną. co więcej, że jest to związek zasadniczy i że nie ma tu dowolności (nośnikiem nie może być przypadkowa grudka materii, ale musi się, jako fundament procesu, poddawać wielowymiarowo kodowaniu). to był punkt początkowy analizy, który do dalszych ustaleń prowadził - a w rezultacie zaszła potrzeba ujęcia ewolucji pojęć i abstrakcji jako procesu wielowymiarowego. ponieważ abstrakcja buduje się zawsze jako piramida procesów, jako wielopoziomowe zdarzenie energetyczne – więc nie można go opisać ani prosto, ani punktowo, ani następczo. myśl - dlaczego? jak? już pobieżna nawet analiza piramidy kwantowej, tworzenia się abstrakcji jako wydarzenia na/w kolejnych poziomach i w punktach węzłowych, już to podpowiada istotne wnioski. fakt powstawania takiej piramidy nie ulega wątpliwości, to dotyczy procesów zawsze-i-wszędzie, ale, co łatwo wykazać, zjawisko nie może biec w ten sposób, że za każdym razem, kiedy w moim umyśle pojawia się jakaś abstrakcja (np. "drzewo", "kosmos"), że buduje się ona od podstaw i narasta od jakiś "pierwocin", które związane są dla mnie z tym pojęciem (od poziomu zmysłowego - od widoku drzewa, odczucie kory itp.). nie jest to ani możliwe, ani potrzebne. nie jest możliwe z tego powodu, że brakuje mi w takim momencie wszelkich abstrakcji cząstkowych, brak także elementów, wydarzeń kwantowych tę abstrakcję tworzącą - czyli brak mi w tej konkretnej chwili całego mojego życiorysu, który się składał na to, żeby powstała taka a nie inna, tylko moja własna abstrakcja "drzewo". owszem, jest podobna do innych, w innych umysłach powstających pojęć, to efekt wspólnego istnienia w jednym otoczeniu, ale że jest moja i tylko moja, to oczywiste, ponieważ tylko jednostkowy tor wydarzeń się na taką postać pojęcia ("obrazu") składa. to mój i tylko mój świat. 13
  14. 14. - co więcej - tworzenie takiej rozbudowanej abstrakcji nie jest potrzebne, to luksus, na który mogę sobie kiedyś pozwolić, ale w konkretnej sytuacji może to być wręcz utrudnieniem. już nawet nie chodzi o to, że kiedy myślę o tym "drzewie" (czy dowolnie innym), to zajmuje to nieco chwil (choć dla mnie, w moim odczuciu, abstrakcja pojawia się "od razu", "na zawołanie", bowiem nie "widzę", nie doznaję przerw, jest "wyspa" i zbiór wysp, ale nie ruch między nimi) - to nie jest możliwe z tego powodu, że gdyby zachodził proces budowania się całej piramidy (ewolucji z wszelkimi "kontekstami" i skojarzeniami), to zwyczajnie nie nadążał bym reakcjami za procesami środowiska. coś pomyślę - ale wyniku nie doczekam, ponieważ jakiś głodny stwór w tym czasie skonsumuje produkty mojego myślenia i mnie przy okazji. umysł nie ma po prostu możliwości, żeby odwołać się do całości zgromadzonych w toku istnienia danych i operować nimi, bo świat pędzi. a kto nie biegnie, cofa się – i odpada z gry. więcej - nie ma nawet takiej możliwości. nie muszę za każdym razem przywoływać do budowania konkretnej abstrakcji posiadanego zbioru danych, bo mogę, właśnie dla sprawności operacji - działać na "symbolu", który koduje w sobie wielką klasę "poniżej" leżących faktów. kolejne poziomy kwantowe w ewolucji energii to umożliwiają oraz wymuszają, pojawienie się następnego poziomu, "wymiaru" rzeczywistości (czy umysłu) buduje się "automatycznie" i jako konieczność. nagromadzenie danych o czymś, zbiór faktów fizycznych tyczących zdarzenia, to musi się uogólnić w abstrakcję tego faktu, bo elementy dotyczące tego faktu wejdą, muszą wejść we wzajemne relacje - i wyprodukują abstrakcję zjawiska. czy umysł (dowolny układ) tego chce czy nie chce, wie o tym mechanizmie, czy jest to dla niego "cudowny" objaw, to nie ma żadnego znaczenia. uogólnienie, abstrakcja procesu się pojawi. i oddziała na dalsze procesy. wystarczy mi do operowania sama nazwa, jednoelementowe uogólnienie (ewolucyjnie podwojone), żebym skutecznie nim się posługiwał. owszem i fakt, w razie konieczności mogę taki zbiór przeglądać, analizować, szukać głębokich zależności, ale jest to reakcja do tworzenia się konkretnej abstrakcji "uboczna". czyli mogę operować "symbolem", a i tak "w podpoziomie" (w "lochach" umysłu) posiadam powiązania z całym labiryntem informacji. moje "drzewo", które teraz oglądam (dotykam, wyobrażam sobie), jest zakorzenione w moim umyśle oraz połączone z wszelkimi drzewami, które oglądałem, dotykałem lub tylko wyobrażałem sobie. i to na/w wielu poziomach obserwacji, a także analizy jednocześnie (poprzez wielozmysłowe kanały). przy tym konkretnym drzewie mogę (i najczęściej tak jest) zupełnie sobie tego związku nie uświadamiać - ale to, że je sobie właśnie akuratnie i konkretnie uświadamiam, jest pochodną tego głęboko leżącego zbioru danych. to, że kiedyś-gdzieś dotykałem pierwszy raz kory drzewa (i to się utrwaliło w moim umyśle), to dlatego mogę dziś poczuć to samo. a nawet zrozumieć, że to jest to samo kiedyśniejsze drzewo (bowiem od tego czasu doszły inne doznania i "labirynt" w moim umyśle znacząco się rozbudował). to mechanizmy ewolucji kwantowej, jej reguła wymusza samoistne budowanie (się) kolejnych poziomów abstrakcji. po zapełnieniu, po "wypełnieniu" się poziomu, jeżeli dopływ energii do układu nie ustaje, musi pojawić się w ramach zbioru "uogólnienie", "wyprodukowanie" kwantu (abstrakcji) ten zbiór danych w sobie zawierający. wzejście na kolejny poziom (pułap) jest koniecznością, musi zajść po przekroczeniu "masy krytycznej". jednak tak zaistniała nowość odnosi się, odwołuje się do tego, co ją wyniosło "w górę", jest "ufundowana" na zbiorze leżącym poniżej - i bez niego nie istnieje (i może być, w razie konieczności, przywołana). - nawet jeżeli nic nie wiem o tym, że można wybudować kolejne abstrakcje (czy dowolną ewolucję), zupełnie nie znając mechanizmów tworzących pojęcia, będę produkował symbole, bo mechanizmy ewolucyjne i tak poprowadzą mnie do kolejnych uogólnień. jeżeli będę gromadził informacje (energię), a następnie je w rozsądnym czasie i ograniczonej przestrzeni obrabiał (choćby "czysto mechanicznie", ciosając kawałek krzemienia), to coś nowego uzyskam, abstrakcję jakoś użyteczną. - kwant do kwantu zbuduje kwant. 14
  15. 15. - abstrakcje - aktualne i historyczne analiza przeprowadzona wyżej sygnalizuje - a nawet wymusza stwierdzenie, że abstrakcje muszą powstawać zarazem historycznie i aktualnie. to nie może być proces "tu i teraz" (nagły i bez podstaw), tylko musi rozciągać się na/w dużym dystansie przestrzeni i czasu. - co więcej, odnosi się to do powstawania abstrakcji (dowolnej ewolucji) jako faktu dla mnie zbornego (jakoś całego, z którego widzę początek i koniec, i jednocześnie wobec mnie "aktualnego"), ale również dotyczy to struktur rozwleczonych po życiorysie. mój dzień dzisiejszy jest niewątpliwie jeden i jedyny (i skończony), ale przecież jest dodatkiem do wszystkich poprzednich, które przeżyłem - oraz fundamentem do tych, które (mam taką nadzieję) są jeszcze przede mną. każde wydarzenie, najmniejsze nawet dla mnie w odczuciu czy analizie, posiada swoją historię (a także energetyczną głębię). jest aktualne w odczuciu, jednak buduje się z wielu (bardzo wielu) poziomów i faktów - jest procesem tu-i-teraz, odbieram je jako jedność, ale przecież w pogłębionej (i poszerzonej) analizie ustalam, że to zbiór, który składa się z mnogości procesów cząstkowych. - każda moja myśl czy reakcja na poziomie komórkowym, to zjawisko, które "zakorzenione" jest w najbardziej fundamentalnych przemianach wszechświata, zawieram w sobie, realizują się we mnie wszelkie możliwe procesy, a ja jestem ich "zgrubnym" i rozciągniętym w czasie-przestrzeni chwilowym "uogólnieniem". każdy element mojego (czy też dowolnego istnienia), to "fakt" zaistniały w czasie i przestrzeni, to proces dziejący się jednocześnie aktualnie oraz historycznie. - podkreślam, każda ewolucja, każda abstrakcja jest aktualną i historyczną jednocześnie. sfera, powierzchnia aktualna, którą doznaję jako swoje myślenie (istnienie w ujęciu szerszym), ma swoje zakotwiczenie w całej mojej historii, i nie tylko mojej. przecież jestem "abstrakcją" (chwilą i warstwą aktualną) dla społeczeństwa, ale również dla wszechświata. moja myśl jest "szczytem" oraz puntem "teraz" dla świata, ale posiada swoje fundamenty w procesach, które realizowały się miliardy lat temu. - jeżeli o tym zapominam, to, po pierwsze, sam siebie z całości wyróżniam i nie widzę związku z tą całością (wraz z wszelkimi tego, raczej smutnymi konsekwencjami, zwłaszcza dla wszelkich rozumnych czy mniej rozumnych sąsiadów), a po drugie, "wiążę" swoje istnienie z "czymś" cudownym - i przez to odległym od postrzeganego świata. co w skutkach wzmacnia punkt pierwszy i powoduje moje zagubienie w rzeczywistości. co trzeba zrobić? trzeba rozdzielić te dwa procesy, dla zrozumienia zjawisk muszę je analizować oddzielnie – pomimo że logicznie (jako spełniana funkcja) są to zjawiska tożsame, to nie są identyczne. są tym samym procesem, bowiem na jego końcu zawsze powstaje "abstrakcja" - jednak są różne, dotyczą innych zakresów czasu i przestrzeni. analiza musi uwzględnić te dwa szeregi jako od siebie zależne, ale odmienne, inaczej powstaje zsumowanie się wydarzeń i brak precyzji (widzę powierzchnię bez świadomości, że poniżej jest głębia). - te dwa procesy, historyczny i aktualny, są jednym procesem ewolucyjnym, ale żeby go zrozumieć, muszę go logicznie podzielić, rozbić na etapy i warstwy zmiany. co to w praktyce oznacza? to, że muszę ustalić, jak działa umysł i jak twarzy kolejne abstrakcje – oraz, co istotne, jak może dochodzić między tymi znakami do łączności (czyli np. nie następuje rozerwanie toku wypowiedzi)? - jak w gąszczu abstrakcji dochodzi do odszukania informacji (tej właściwej) i jak to wpływa na rytm wypowiadanego? i jak to się dzieje w ujęciu aktualnym, a jak w historycznym - co z jednego ciągu zjawisk wpływa na drugi (i odwrotnie)? pytania są zasadnicze, dotyczą tego, jak ten ogólnie wcześniej analizowany proces energetycznej ewolucji, proces, który pilnuje sam siebie, ująć w tej specyficznej abstrakcji – specyficznej, bo już ostatniej (ostatniej, na którą umysł może się zdobyć). czyli opis przez siebie samego tworzenia własnych i mnie oznaczających abstrakcji. analiza tworzenia się siebie samego to koniec poznawania przez umysł - poznawszy nieskończoność wracam do/w siebie. 15
  16. 16. - proces myślenia - ważne założenie wstępne aby opisać myślenie, muszę przyjąć założenie początkowe – mianowicie uznać, że w umyśle istnieje już pewien stan, rozprzestrzeniona i wielka struktura energetyczna, która składa się na dany układ działający, a także na konkretną już abstrakcję. mówiąc inaczej, muszę analizę rozpocząć od tego, że mam daną chwilę obecną, w której w umyśle istnieje cała ewolucja - czyli zbudowała się struktura piramidy kwantowej i jest cała historyczno-aktualna abstrakcja z jej różnymi postaciami na poziomach. w swoim ujęciu nie wychodzę w opisie od samego początku (co by tym początkiem nie uznawać) i od "stanu zerowego" w ewolucji abstrakcji, a opisuję zakres aktualny i konkretny, jako już wynik długiego procesu (życiorysu). dlaczego tak? z tej przyczyny, że rozum (świadomy siebie obserwator), kiedy poznaje własne działanie, kiedy może wreszcie zabrać się za analizę własnego reagowania i istnienia, ma już w sobie sporą ilość zgromadzonych doświadczeń - tak o świecie, tak o sobie samym. przecież z chwilą opisywania siebie nie zaczynam od stanu pustki, wyróżnienie oraz wyodrębnienie własnego istnienia jest wręcz ostatnim krokiem na tej drodze. pojawiając się na/w tym świecie mam już dziedzicznie "obciążone" i "zabazgrane" konto (kwantowo i genowo), i nie jestem żadną tam "czysta kartą". tym bardziej po "iks" latach osobistych wędrówek po tym padole łez nie mogę mówić o czystej (ewolucyjnie) kartotece. zadanie obecnie polega na tym, żeby wyjaśnić, jak jest możliwe, że w trakcie myślenia, działania ewolucji, której ostatnim punktem jest (samo)świadomość, następuje łączny proces - jak on się toczy? pytanie dotyczy tego, jak zaczyna się i efektywnie biegnie proces powstawania abstrakcji i jak kończy (a nawet to, jak się kończy, jest tu zagadnieniem ważniejszym)? mam oto w polu operacyjnym abstrakcję, pewien potencjał energetyczny, który powstał w wyniku przeobrażeń ewolucyjnych (jako skutek rozbudowanej piramidy kwantowej). w tej chwili nie jest ważne, czym jest ten potencjał, nie jest ważne, jak powstał - najważniejsza jest próba wyjaśnienia, jak oraz dlaczego następuje dalszy ciąg procesów. ważne i ciekawe jest to, że myślenie, proces energetycznej wielopoziomowej przemiany, nie kończy się na tym jednostkowym zaistnieniu, że powstaje jedna i konkretna myśl - i kolejne. z opisu, który ujmuje myślenie jako proces piramidy, tak by mogło to wyglądać: buduje się abstrakcja - i na tym koniec. rzeczywistość jest zasadniczo inna. myśl goni myśl, a co najważniejsze, mogą one być ze sobą w logiczny sposób powiązane (zachodzi między nimi związek). zasadnicze pytanie brzmi: dlaczego proces się nie kończy? a jako pomocnicze, choć jednocześnie nie mniej ważne: dlaczego w procesie myślenia (np. wypowiedzi) następuje "załapanie wątku" – dlaczego nie następuje rozerwanie kwantowego procesu? z ilości pytań widać, że zadanie jest najważniejsze w opisie działania rozumu - a przynajmniej tak podstawowe dla zrozumienia rozumu, jak w przypadku ewolucji analiza jej wielopoziomowości. bez rozeznania we własnym umyśle i jego mechanizmach nie mam nawet co marzyć o zbudowaniu "sztucznego inteligenta". powtarzam - posiadam w polu operacyjnym abstrakcję, wielkość energii o pewnym ilościowym i jakościowym stanie, która coś symbolizuje, i teraz pytanie: co dalej? do zanalizowania mam generalnie dwa kierunki dalszych wydarzeń. - to znaczy, następuje ponowne, jednak przesunięte w czasie, późniejsze pojawienie się tej samej abstrakcji (następuje wytworzenie się pojęcia w takiej samej formie i na tej samej zasadzie) - albo drugi przypadek, kiedy w polu pojawia się nowa już abstrakcja (choć jakoś powiązana z poprzednią). - może jeszcze zajść trzeci typ zdarzeń, kiedy pojawi się nowa ewolucja, ale nie związana z poprzednią, tę możliwość w tej chwili pomijam, ponieważ jest rozwinięciem dwu wspomnianych. z oczywistych względów, najważniejsze dla mnie jest ciągłe, a co więcej powiązane "tematycznie" zachodzenie procesu - punktowość ewolucji, choć sprawa ważna, nie robi wrażenia. 16
  17. 17. - pierwszy przypadek ewolucji abstrakcji - ponownie ta sama. czyli w moim polu operacyjnym ponownie buduje się abstrakcja, pojęcie już wcześniej istniejące, jak do tego dochodzi? odpowiedź na to pytanie jest właściwie banalna: trzeba powtórzyć działanie, które do powstania pierwszej abstrakcji doprowadziło. - ba, tylko co się dzieje, że ten "banalny" proces się powtarza, że następuje powstanie "sprzężenia zwrotnego" w ewolucji energii? co, oraz jak, kieruje ponownie skwantowaną energię - a zawłaszcza, skąd się ta (nowa-kolejna) energia bierze? zaistnienie sprzężenia zwrotnego, ponownego zamknięcia się wydarzeń w pętli jest procesem, który musi zajść, żebym otrzymał ten sam wynik, tylko że pytanie zasadnicze przybiera postać: co i jak steruje procesem, jak dochodzi do odszukania w zbiorze i spożytkowania abstrakcji już w nowym miejscu? drugi przypadek - powstaje nowa abstrakcja. ale, co tu istotne, powiązana ze stanem poprzednim. pytanie znów jest zasadnicze: jak tę nową abstrakcję umysł wypracowuje? co i jak kieruje energią, skąd ta energia w układzie się pojawia i jak jest "obrabiana" (filtrowana)? w tym miejscu wypada odwołać się do najważniejszego wniosku, który określa ewolucję - wszelką ewolucję: to zawsze jest proces, która realizuje się jako samodzielny, samoograniczający się i samoformujący. w głębokim powiązaniu z otoczeniem i według jednej zasady - ale "samodzielnie". samodzielnie w takim rozumieniu, że nic poza nim (a tym bardziej "nikt") go nie kształtuje i nim nie kieruje - nie ma żadnego "zewnętrznego sterowania", niczego, co by było kierującym układem w stosunku do tego procesu. proces sam siebie kontroluje oraz na siebie wpływa (zmienia). - ewolucja (wszech)świata jest samodzielna, ale w jej ramach ewolucja umysłu również jest tylko do tego, więc konkretnego zakresu ograniczona (jak również ewolucja poszczególnej już abstrakcji w jego obrębie). umysł jest integralną częścią świata, jednak zarazem indywidualnym faktem - i nic poza regułą procesu nim nie steruje. umysł jest "objawem" reguły, ale jednocześnie reguła objawia się w postaci umysłu. do zaistnienia układu (dowolnego procesu) potrzebuję materii (coś) - oraz reguły zmiany tego "coś". która to reguła realizuje się poprzez ów fizyczny, realny nośnik. cała reszta jest pochodną. - dlatego, kiedy przy opisie wydarzeń w mózgu pytam o "kierujący" element (szerzej: proces) w poszukiwaniu albo w tworzeniu nowych abstrakcji, nie pytam o nadrzędny do umysłu układ (byt), ale pytam, jak taki proces się toczy w tej konkretnej strukturze? nic mniej - nic więcej. mówiąc inaczej, nawet jeżeli nie będę odwoływał się do mechanizmów ewolucji, skończoności poziomów regulacyjnych można dowodzić logicznie, przecież musi być kres komplikacji układu. nie zbuduję, więcej, nawet nie pomyślę idącego w nieskończoność ciągu decyzyjnego i kontrolującego - musi w takim działaniu nastąpić brzeg. i to nie dlatego, że zabraknie elementów (czyli energii dla kolejnych poziomów kontrolnych), ale z takiej przyczyny, że w tak budowanym układzie poziom komplikacji będzie ogromny i uniemożliwiający reakcje. nie można powtarzać w nieskończoność poziomu "nadzorcy", ponieważ wówczas proces, skutkiem skończonej prędkości reagowania (światła), nie zaistnieje – zanim wystąpi zmiana na poziomie nadrzędnym, podpoziom już radykalnie się zmieni (w skrajnym przypadku rozpadnie). - fizycznie i logicznie musi istnieć kres w budowaniu kolejnych poziomów regulacyjnych, żeby cała struktura mogła istnieć. gdybym zakładał, że do świadomości, która jest ostatnim stanem ewolucji oraz jednością - że do świadomości występuje wyższy element kierujący, to musiałbym taki proces przedłużać o dalsze poziomy. musiałaby istnieć nad-świadomość, jakiś nad-mózg, itd. - i nie byłoby końca pytaniom, jak ten kolejny nadrzędny układ jest sterowany. dlatego jedynie możliwy wniosek, który jest pochodną opisu ewolucyjnego, ma postać: muszę w samym procesie zmiany szukać tego, co sprawia, że zachodzi sterownie nim i jego kształtowanie - a nie poza. to sam proces, przebiegający kwantowo, steruje sobą oraz odpowiada za rezultaty (tu myślenie). nie nieskończony ciąg układów nadzorujących, ale sam proces jest kierującym i kierowanym jednocześnie. ewolucja sama się buduje-kształtuje. 17
  18. 18. - "układ kierujący" co jest układem kierującym, co może być układem sterującym w ewolucji? że sam proces, zgoda – tylko co jest tym procesem i gdzie on się odbywa? jeżeli mam wyprowadzić logiczny wniosek z ustalenia, że proces biegnie według reguły, a reguła tworzy się wraz z procesem - to w ewolucji myślenia występuje tylko jeden element, który może i musi być regulatorem, który odpowiada za to, że następuje pojawianie się nowych abstrakcji. co jest "regulatorem"? to chwila aktualna procesu. jakoś zaistniały stan energetyczny. mówiąc inaczej, elementem, strukturą kierującą myśleniem jest samo myślenie, jego aktualna postać. podkreślam, to nie jest banalne ani tautologiczne stwierdzenie, ale wniosek zasadniczy, i o daleko idących konsekwencjach. nie gdzieś czy kiedyś, ale tu i teraz biegnie strumień moich myśli (czy inny proces ewolucyjny) – tu i teraz budują się abstrakcje. a to, co już się wybuduje i jakoś zaistnieje w mojej głowie i w fizycznej postaci, "zdeformuje", "sformatuje", korygująco wpłynie na to, co powstanie w kolejnym kroku (kwantowym). stan wcześniejszy modyfikuje to, co tworzy się aktualnie - ponieważ tworząca się nowa struktura (jakość) nigdy, nigdy nie dzieje się w pustce, zawsze ma tło, które jest dopełnieniem i warunkuje tworzenie. czy pojmuję środowisko do tak tworzącej się ewolucji jako zakres atomów (elektronów, fotonów), czy jako komórki nerwowe, neurony mózgu - czy jako wcześniejsze abstrakcje (fizyczne lub logiczne), to zawsze jest zakres, przestrzeń, obszar "zapchany" energią. i w/na nim kształtuje się kolejny poziom zjawisk. zaistniałe modyfikuje (kształtuje) to, co powstaje, łańcuch ewolucji może biec według ustanowionego wstępnie "założenia" oraz w jego ramach. tworzy się "genetyka" procesu, jedyne, konkretne, zawsze fizycznie realne zdarzenie. i póki nie ma w nim przerw, dopóki jest dopływ i przepływ energii, może biec. to, co myślę sobie "teraz", wpływa na to, co będę myślał dalej, jakie pojawią się abstrakcje - ten ciąg przekształceń to jest ewolucja, która dopuszcza do istnienia następne fakty, ale one muszą być do niej zgodne (muszą być pochodne, a przede wszystkim powstałe według tej samej reguły). albo je odrzuca, jako niezgodne ("błędne" i "zdeformowane"), kiedy nie odpowiadają temu kryterium. to sam proces myślenia tworzy myślenie i nim kieruje. powtarzam, to nie jest banalne stwierdzenie, zawiera się w nim odpowiedź na pytanie o "czynnik sprawczy" ewolucji, w tym przypadku myślenia. jeżeli nie odwołam się do samego procesu w jego (samo)tworzeniu się, muszę wprowadzić niezależny oraz leżący poza nim "fakt" (proces/coś/kogoś), który "pokieruje" zmianami. ale jeżeli reguła energetycznej zmiany jest jedynym pewnym elementem występującym w ramach nieskończoności-wieczności, to zmiana musi realizować się według tej reguły zawsze, wszędzie - i jednako. a co ważniejsze, to proces tworzy regułę, a reguła kształtuje proces. sama zmiana buduje elementy zmiany - i nic poza tym nie ma. coś, co zaistniało (nie ma tu znaczenia, dlaczego i jak), staje się przez sam fakt zaistnienia "filtrem" dla kolejnego budującego się elementu. następny krok można-trzeba wykonywać w już zakreślonych ramach (granicach), a nowość musi "przeciskać" się przez istniejące "sito" środowiska (w tym przypadku środowiskiem jest poprzednia myśl). abstrakcja właśnie się tworząca musi odnosić się do uprzedniej - i to zarazem w skali najbliższej (sprzed chwili), i również w skali lat (życiorysu). i jeżeli nowość dopasuje się, spełnia warunki "zgodności" - zaistnieje. w innym przypadku, jako fakt do świata (tu umysłu) niezharmonizowany, zostanie odrzucony (sprzeczność z aktualnością jest "karana" zanikiem). może kiedyś będą warunki do zaistnienia (lub już były), ale nie w tej chwili. (przy ważnym zastrzeżeniu, że ponieważ w procesie energetycznym nie ma czasu innego jak teraźniejszy, co tu i teraz nie powstaje - nie powstanie nigdy. może wytworzyć się struktura spełniająca logicznie zależności, jednak nie ta konkretna, fizycznie jednostkowa. co nie zaistniało, na wieczność pozostaje stanem potencjalnym.) 18
  19. 19. - zasadnicze pytanie, które muszę postawić na obecnym etapie, brzmi: jak to się "technicznie" dzieje, jak proces się realizuje na bazie konkretnych wydarzeń i fizycznych nośników, a nie tylko w ogólnym opisie? i ponownie muszę pominąć (chwilowo) szczegóły, nie pytać, jak przebiega oddziaływanie świadomości na kolejne abstrakcje, bo nie to jest teraz najważniejsze. istotne jest pytanie - co umożliwia stan definiowany jako "świadomość", skąd się bierze skwantowana energia do działania w tej konkretnej chwili (a która oznacza moją aktualność i świadome przeżywanie)? trzeba wyjść od tego, że warunkiem istnienia dowolnej ewolucji jest napływ energii, ciągłe dostarczenia zasobów (szeroko pojmowanego "pożywienia"). bez "zaplecza" w postaci bezprzerwowego dopływu energii, bez fizycznego fundamentu w postaci kolejnych "porcji" (kwantów i warstw kwantowych), nie byłoby żadnej ewolucji, a myślenia przede wszystkim. to na podbudowie ciała, jego funkcji fizycznych i chemicznych, ciała pojętego jako dostarczyciela, źródła energii w "czystej" postaci, dopiero na/w takiej konstrukcji jest możliwe operowanie pojęciami i budowanie obrazu świata. kolejny raz muszę napisać, że to nie jest to banał. tu nawet nie chodzi o to, że trzeba się odżywiać (a składniki przechodzą na poziom mózgu), ponieważ to oczywistość (fizyczna struktura musi się odnawiać, a naturalne ubytki muszą być "zasypywane", dopełniane kolejnymi warstwami kwantowymi "od dołu"). chodzi o to, że proces napływu i przepływu energii, kolejne warstwy kwantowe tworzą ewolucję i ją po prostu stanowią - że w pustce nie ma żadnej ewolucji, a tym bardziej myślenia. mówiąc inaczej, żebym mógł prowadzić dowolne działania na abstrakcjach, musi wytworzyć się "pole operacyjne", struktura energetyczna (w przepływie) i o rozbudowanej postaci. po prostu, docierają do umysłu kolejne fale kwantów, tworzą zagęszczoną i wielowarstwową konstrukcję, a w jej ramach, jako przejaw ewolucji następnego (wyższego) rzutu, może-i-musi się wytworzyć element, nowa abstrakcja. "ścisk" (i nacisk) fizycznych jednostek wytwarza, buduje "w swoim wnętrzu" kolejną fizyczną jednostkę, jednak która stanowi już nową jakość wobec stanu poprzedniego. - tak powstały fakt, np. abstrakcja do procesów w otoczeniu się odnosząca, jest efektem takiego naciskania na siebie jednostek (myślenia) i ich wzajemnego dociskania się do siebie (wszak w tłoku łatwiej i szybciej się zapoznać z sąsiadem aniżeli w środowisku rozrzedzonym), jest budowana sprawniej. przy czym ten opis dotyczy każdego poziomu zdarzeń, czy to fizycznego fundamentu, czy abstrakcyjnego. pokarm dostarcza na poziom fizyczny składników do budowy, ale na poziomie abstrakcyjnym odpowiednikiem pokarmu są dopływające ze środowiska abstrakcje. ze środowiska pojętego jako stan na zewnątrz całej jednostki lub na zewnątrz aktualnego stanu myślenia (w takim przypadku zasoby umysłu są środowiskiem zewnętrznym do bieżących myśli). - jak wygląda ta energia i z jakiego punktu w mózgu wypływa, to obecnie nie ma większego znaczenia (że dzieje się to wszechkierunkowo, oczywiste), chodzi o zasadę zjawiska. żeby ewolucja istniała, musi dopływ być stabilny i ciągły - kwantowo ciągły. i być "w stanie czystym". na poziomie zerowym procesu jest stan "energii czystej" i nie uformowanej inaczej, jak w postać pierwotną (dla umysłu będą to cząstki chemiczne, elektrony itp. elementy w ich fizycznej, w całym wszechświecie jednakiej postaci) - dopiero na tej podstawie następuje dalsze ewoluowanie. każda ewolucja, każdy poziom energetycznej zmiany posiada swój kwant logiczny go tworzący. fizycznie i konkretnie to może i nawet musi być rozbudowana jednostka, zbiór elementów, natomiast logicznie jest to zawsze kwant, czyli najmniejsza struktura budująca tę ewolucję, już do niczego nie redukowalna (kwant logiczny). i właśnie taka energia, o takiej "konstrukcji" dopływa do umysłu, zakładam, że bezprzerwowo (co oczywiście może podlegać w różnych sytuacjach odmianie) i że następuje formowanie takiej energii – i, co najważniejsze, ukierunkowywanie. przecież nie tyle kształtowanie jest ważne, co zarazem i formowanie, i kierowanie strumienia energii, obie składowe tego procesu jednocześnie odpowiadają za efekt końcowy. 19
  20. 20. - co jest procesem kierującym? - świadomość co się dzieje z energią, która wpływa "oddolnie" do umysłu? jak energia, w postaci strumienia "czystej energii", jest sterowana, jak trafia w potrzebny "kanał", który jest zaistniałą już abstrakcją, jednak która zarazem dalej się nieustannie buduje - jak w ogóle wygląda ten strumień? jak działa kierowanie energią na tym podstawowym poziomie? teoretycznie, gdyby nie przebieg samosterujący, gdyby nie samoograniczanie się ewolucji, musiałbym rozpatrywać aż dwie formy procesu przepływu energii. to znaczy, musiałbym zastanowić się, czy energia dopływająca porusza wszystkie abstrakcje, wpływa "od dołu" oraz trafia we wszystkie pojęcia zgromadzone w zasobach, a dopiero świadomość je selekcjonuje - czy też istnieje "strumień wodzący" i on jest odkształcany i kierowany (czyli że zmiana dokonuje się na podobieństwo strumienia elektronów w lampie kineskopowej, który padając na/w podłoże i reagując z nim, tworzy fakt)? ewolucja jest procesem rozrzutnym, to prawda - ale nie na tyle, aby musiała poruszać wszystkie możliwe kanały. gdyby moje myślenie, na gruncie czysto praktycznym to analizując, miało realizować się jako aktywizacja wszystkich zasobów (abstrakcji), którymi umysł dysponuje, myślenia by po prostu nie było. - więcej, taki typ pracy mózgu wręcz trudno sobie wyobrazić, ponieważ wówczas cały układ byłby czynny i pobudzony, a każdy element w stanie czuwania - rozrzutność maksymalna. takie zobrazowanie trzeba ciąć brzytwą, bo to zbędna nadmiarowość. że tak nie jest oraz nie może być z powodów fizycznych (ograniczona pojemność i zasobność energii), tego nie muszę podkreślać. dlatego ten wariant zjawisk można pominąć i skoncentrować się na przepływie energii przez istniejącą "abstrakcję", przez kanał lokalnie się wytwarzający, "kanał-abstrakcję" w tu i teraz. co jest procesem (faktem-stanem) kierującym i regulującym w umyśle? najkrótsza odpowiedź jest taka, że to chwila aktualna, stan energetyczny dziejący się w "teraz" (co by za "teraz" nie definiować, w niektórych abstrakcjach to może być przecież znaczny przedział czasoprzestrzeni). to poziom, warstwa aktualna procesu ewolucji w ramach mózgu kształtuje i kieruje (steruje) samo-tworzeniem się kolejnych abstrakcji. chwila aktualna, czyli świadomość. - to świadomość jest najbardziej aktualnym, teraz się dziejącym przedziałem ewolucji umysłu, w którym dokonuje się moje myślenie. poziom operacyjny, poziom, na/w którym istnieją abstrakcje w postaci "słownej" (lub adekwatne dla innych zmysłów - czyli symbole stanów środowiska), jest podpoziomem w stosunku do wydarzeń na poziomie świadomości (jaźni, duszy, jakby go nie nazywać), "pole operacyjne" jest tym poziomem, na/w którym mogę odczuwać i operować abstrakcjami, je ze sobą zestawiać. to tutaj budują się kolejne abstrakcje, a ja to postrzegam i doznaję jako "strumień świadomości" - moje "ja". ważne w tym ujęciu jest to, że poziom świadomości (poziom zrozumienia wyniku operacji na abstrakcjach), jest tylko dany. to poziom ostatni. chwilowy, w postaci wypadkowej piramidy ewolucji jej szczyt - to ostatni punkt, na/w którym zdarzenie uzyskuje pełną postać i staje się jednością. o ile z tego poziomu mogę kierować leżącymi niżej wydarzeniami (wywoływać dane lub je odsyłać do "archiwum"), o tyle na takim poziomie nie ma już wyższorzędowego sterowania, jest tylko-i-wyłącznie uczestniczenie, a zaistniały fakt jest zjawiskiem "punktowym". i który swoim zaistnieniem, w ramach poziomu (więc już tylko "poziomo"), wpływa na to, co powstanie w kolejnym kroku. na/w poziomie świadomości nie ma ewolucji idącej "wyżej", bo tego wyżej już nie ma - jest proces liniowo następczy, właśnie poziomy i brzegowy. każdy fakt zaistniały na/w tym zakresie jest szczytowy, punktowy, maksymalny. nie przeszłość (tym bardziej nie przyszłość /są takie "pomysły"/), nie żaden fizyczny układ (narząd) - tylko sam proces, aktualny tok ewolucji, to chwila obecna ewolucji wyznacza, jak dalej przemiana będzie się toczyć. w tym przypadku oznacza to, że treść myślenia aktualnego wyznacza to, co pojawi się za chwilę, jak może i musi przebiegać łańcuch zdarzeń. 20
  21. 21. - zależność treści abstrakcji od nośnika (i odwrotnie) - dlaczego między abstrakcjami występują różnice? dlaczego występują różnice między abstrakcjami w ilości użytej energii (czy szerzej: ewolucjami), z czego to wynika? odpowiedź: z czasu przepływu energii i jego wielkości (potencjału). czasu, który musi upłynąć, żeby efekty takiego przepływu zaznaczyły się na/w poziomie operacyjnym umysłu (czyli w przedziale chwilowym, aktualnym). im dłużej trwający przepływ, a strumień większy – tym efekty zmiany (tutaj myślenia) znaczniejsze. wyjaśnienie - nie analizuję tutaj budowy biologicznej mózgu (lub konstrukcji fizyczno-chemicznej jakiejś ewolucji), to w tym miejscu nie jest ważne. i to z kliku powodów. głównie dlatego, że konkretna struktura przenosząca nie ma znaczenia, przecież zasada jest ta sama w każdym przypadku, każda ewolucja i zawsze powtarza ten sam rytm. po drugie, co ważniejsze, interesuje mnie przede wszystkim reguła procesu, a nie jego wcielenie - rozpatruję logikę fizycznego zjawiska, a konkretne i cielesne upostaciowanie pozostawiam fachowcom. oczywiste jest, że jeżeli w umyśle (w ewolucji) zbuduję "prosty", krótki, a więc niewielki w czasie i przestrzeni fakt (zbuduję energetyczny kanał) - to przepływ przez niego dowolnie pojętej energii (czy fizycznie, czy jako symbol, abstrakcja) jest szybki i bez większych skutków dla takiego "kanału", a także dla środowiska, w którym się znajduje. przez krótki i "prosty" kanał, przez to, czym jest taki niewielki fakt powstały w zakresie osobniczej historii (lub konkretnej abstrakcji), przez taki "tunel" ewolucyjny energia przepływa szybko i uzyskuje w tym procesie mniej indywidualnych cech. mówiąc inaczej, nic jej specjalnie nie hamuje oraz nie kształtuje. to nie jest przepływ zupełnie bez skutków, takie zawsze powstają (nie ma obojętnego przejścia energii), ale z punktu widzenia całości układu jest to "zdarzenie brzegowe" i marginalne. - naturalnie, co ważne, "prostota" kanału przechodzącego przez wszystkie warstwy życia osobniczego (czy zbioru, społeczeństwa) jest znacząco inna od "prostoty" kanału-struktury powstałego tuż co (jako konkretna myśl, czy element myśli). nie muszę chyba podkreślać, że zasada w obu przypadkach jest jednak ta sama: skutki przechodzenia kwantów energii przez taki kanał są analogiczne: tworzy się małe odkształcenie strumienia energii. i w rezultacie, co oczywiste, małe skutki dla całego układu i dla budującej się tak ewolucji (której elementem jest ten konkretny stan energetyczny). dlaczego wspominam o "kanale", przepływie energii i deformacji w trakcie tego przepływu? tutaj nie będę, co zrozumiałe, ponownie i w szczegółach powtarzał opisów ewolucji - czasoprzestrzennego i wielowymiarowego jej przebiegania. o kwantach, polu kwantowym, warstwach energii itd. - o tym wszystkim mówiłem szeroko wcześniej, tutaj do tego nawiązuję. umysł jest skrajnym (brzegowym) wcieleniem zasad ewolucji - ale jest właśnie tych zasad realizacją. i nigdy nie jest w jakimkolwiek rozumieniu poza zmianą ewolucyjną. dochodzi w nim (jak w każdym zjawisku) do przepływania energii, tworzenia się poziomów i warstw (ewolucja "nawarstwia" się i "odkłada" jak słoje w drzewie), a jednocześnie do "kanałowania", czyli przechodzenia z jednego poziomu na/w drugi w sposób "uporządkowany" (i poprzez zaistniały fakt-kanał, a nie dowolnie). kiedy coś powstaje, oznacza to, że nastąpiło "zbrylenie" kwantów energii i wyróżnienie w jednolitym tle konkretnego zjawiska (czy ciała). i tak zaistniały fakt nie tylko "cechuje" przestrzeń (nadaje jej znak, wyróżnia), ale umożliwia dalsze wydarzenia (dalszą kondensację i tworzenie się powiązań wokół i do niego). im bardziej zagęszczona czaso-przestrzeń, tym więcej energii "odkłada" się i uczestniczy w procesie - tym dalej sięga w środowisko i tym więcej powiązań się tworzy. to nie przypadek, że fizyczny obraz (struktura) mózgu przypomina wielopoziomową i daleko w otoczenie sięgającą sieć (w ramach mózgu namacalną sieć połączeń komórek – a poza mózgiem jako wytwory rozumu, dzieła, poglądy, wszelkie czyny aktualne i historyczne). przecież to jest "zakrzepła" i ciągle "krzepnąca" w kolejnych krokach-myślach ewolucja. 21
  22. 22. - fizyczne budowanie się abstrakcji zasada jest prosta, a rezultat "banalny": to efekt w postaci wytworzenia się abstrakcji (dowolnie pojętej, odnoszącej się do zmysłów, albo jako rezultat operacji na elementach logicznych oraz symbolach - po prostu "coś" musi się zbudować), ten stan uruchamia proces, a w kolejnych krokach odkształca tok, stan aktualnie toczącej się ewolucji i wpływa na jej dalszy przebieg. czyli fakt zaistnienia przepływu energii przez kanał na/w poziomie operacyjnym, pod "ciśnieniem" (i dosłownie pod ciśnieniem) energetycznych warstw kwantowych, które ciągle docierają do analizowanego poziomu - to wymusi zbudowanie (się) abstrakcji, w tym przypadku wytworzy jej stan początkowy. i nie ma tu żadnego problemu z jakoś pojętym "faktem pierwszym", ponieważ - przypominam – zawsze coś już jest w takim układzie (i w tym miejscu układu). albo stan "czysty", nośnik materialny, np. komórki neuronowe, albo jakaś wcześniejsza abstrakcja (noworodek rodzi się ze "znacznym" zasobem abstrakcji, np. dźwiękowych). jak wspomniałem wcześniej, nie rozpatruję stanu pustki w umyśle, zakładam, że już jest jakiś uformowany fakt energetyczny i jakaś "abstrakcja" - i to ten stan wpływa, warunkuje to, co się dzieje dalej. a ponieważ w rzeczywistym procesie tworzenia się umysłu nigdy nie wyznaczę stanu pustki, zawsze doszukam się w badanym układzie jakiegoś "zagęszczenia", które będzie "abstrakcją" powstałą jako uogólnienie docierających do tak tworzącego się układu (bytu) danych ze środowiska, takie założenie jest nie wyłącznie uproszczeniem sobie zadania w analizie, tylko po prostu stwierdzeniem faktu: nie ma w trakcie osobniczego istnienia stanu "zero abstrakcji". ponieważ albo już jest jakiś fakt i zapis czegoś w takim formującym się umyśle (dowolnej ewolucji) - albo nie ma tego układu, nie ma jeszcze takiej struktury. w ewolucji nie ma pustki - w umyśle również. fizyczna postać, konkretny i namacalny kształt energetyczny wpływa - formuje i filtruje "przez siebie" to, co przedziera się, przechodzi przez ewolucję. w trakcie przemieszczania się energii przez zaistniałą strukturę (filtr), zachodzi dopasowania się strumienia do "kształtu" filtra, zaistniałe wpływa na tworzące się. ale także stan istniejący "dopasowuje" się, odkształca pod działaniem nowości, przepływ "dokłada" (odkłada) się swoimi elementami w już istniejącym (coś się zmienia w zaistniałym przez sam fakt przepływu, coś się "odłoży" w strukturze jako najświeższa warstwa, "osad"). - jeżeli losowym rozkładem dany układ (tutaj osobnik) dysponuje np. lepszym od innych zmysłem słuchu (rejestruje szerszy zakres odbieranych częstotliwości), to w oparciu o taki fizyczny fundament będzie szybko, a w kolejnych krokach sprawniej tworzyć się poziom "abstrakcji dźwiękowych". im intensywniej i dłużej będzie toczyć się proces, tym efekty znaczniejsze, a wychodząca z/od "punktu" ewolucja dalej sięgnie i powiąże liczniejsze lokalne fakty (w tym przypadku będą dominować skojarzenia "dźwiękowe"). warto wyciągnąć z tego opisu kształtowania się abstrakcji bodaj najważniejszy wniosek: nie ma dwu jednakowych ewolucji, dwu identycznych pojęć w umyśle. to znaczy, każdy tak kreślony w mózgu przebieg (lub w dowolnym zdarzeniu), jest niepowtarzalny i jedyny. lokalne "zawirowania", fakty losowo przychodzące z otoczenia, uświadamiane oraz poniżej progu świadomości - wszystko to formuje jedyny w dziejach konstrukt, jednostkę. dla każdego procesu i elementu zasada jest ta sama i jedyna, jednak jej efektem jest jednostkowy i jedyny rozkład (układ) zdarzeń. każda tworząca się struktura, skutkiem ogromu różnych faktów składowych, ma swoje "linie papilarne", osobniczy kod. początkowo w różnych ewolucjach może i musi zostać wykorzystany ten sam nośnik, jednak na skutek indywidualnego "filtrowania" wytworzy się niepowtarzalna i zawsze konkretna abstrakcja. "kanał ewolucyjny" w postaci abstrakcji jest faktem jednostkowym, składają się na niego elementy z życiorysu osobnika (i społeczeństwa), ale i elementy tej aktualnej, teraz się tworzącej abstrakcji. kiedy przepuszczać przez niego energię, musi to się odbić na przechodzącym strumieniu. jedność (i jedyność) zasady przekłada się na nieskończoność konkretnych form. 22
  23. 23. - abstrakcje chwilowe i historyczne bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że każda ewolucja to "przeciskanie" się przez otoczenie - i uzyskiwanie w takim przejściu niepowtarzalnego kształtu. ja naciskam swoim istnieniem na środowisko, ale zarazem podlegam ciśnieniu zjawisk znajdujących się "na zewnątrz" mnie. moja struktura, ciało, które z tła jakoś wyróżniam, to dynamiczna, nigdy dokładnie wyznaczalna strefa-zakres zjawisk, to wypadkowa nacisku idącego "z głębin" mnie i nacisku środowiska. przepływ energii przez moje istnienie (przez moje ciało-kanał) buduje mnie - jestem "abstrakcją", chwilowym "unieruchomieniem" tego przepływu. - w umyśle podobnie, czas, który upływa pomiędzy początkiem formowania się abstrakcji a jej zaistnieniem i zrozumieniem, czyli uformowaniem się w pełnej postaci na poziomie świadomości, to czas przepływu energii przez "kanał", ale i zarazem czas jej tworzenia. im fakt-kanał bardziej różnokierunkowo rozbudowany (także "pokręcony"), tym proces trwa dłużej, tym trudniej energia się przez niego "przeciska" i tym większe przestrzenie "porusza". jeżeli kanał jest "wyraźny", szeroki i często używany (czyli połączenia nie muszą się długo "zestawiać"), zachodzi szybki przepływ i abstrakcja formuje się łatwo, im reakcja bardziej wyuczona i automatyczna, tym bodziec szybciej się przenosi. - ważne w takim ujęciu jest zrozumienie, że tworząca się abstrakcja posiada swoją historię ("wypiętrza" się), ale jej zakończeniem i szczytem jest zawsze stan aktualny, warstwa aktualna, która kończy się tu i teraz. chwila aktualna zawsze kończy proces, jest to najwyższy punkt w dziejach ewolucji - ale z możliwością, co zrozumiałe, dołożenia się w kolejnym akcie myślenia jako nowość do poziomu - albo nawet prowadzi do przemodelowania struktury. to w każdym przypadku jest warstwa w zbiorze podobnych - chwilowa, aktualna, jako szczyt piramidy. w ujęciu najszerszym, umieszczając się w ramach wszechświata (także Kosmosu), cała piramida zdarzeń ewolucyjnych składa się na moje działanie - oraz pracę umysłu. wszystko, co sobie w obecnej chwili przemyśliwam, to efekt niebywale rozbudowanej, idącej przez całe moje życie, ale także przez istnienie świata wydarzenie. przecież każda powstająca w mózgu myśl dzieje się na/w fizycznym nośniku - na kształtującej się od najmniejszych "porcji" energii (o realnej strukturze), aż po komórki biologiczne. historia (wszech)świata obleczona w (moje) ciało musi się zbudować, żebym mógł ze swoim myśleniem wystartować - i to musi być poziom wstępnie dany, żebym mógł prowadzić analizy. przy czym, co warto podkreślić, kolejny rzut tego procesu, czyli działanie już w obrębie abstrakcji (więc konkretne myślenie), to także buduje, powtarza całą piramidę zdarzeń - od najprostszych i "elementarnych" składników, aż po maksymalnie rozbudowaną strukturę. przecież to nie przypadek, że w umyśle ilość elementów przypomina zawartość wszechświata, a skala połączeń pomiędzy nimi jest nawet "kosmiczna". żeby powstała jedna (nawet głupia) myśl, wszelkie przebiegi tak zarysowanej struktury muszą się w jedność "sprzęgnąć", bowiem fundament każdej mojej myśli znajduje się w nieskończoności-wieczności. - przy czym każda moja teraźniejsza myśl jest ostatnią, najnowszą warstwą, która składa się na mój życiorys, jak "słoje" w drzewie (czy ostatni "wypływ" lawy), odłożyła się we mnie – przy okazji mnie zmieniając. już nigdy nie będę takim, jak przed jej zaistnieniem, przemieściłem się o krok dalej. każdy zaistniały fakt odmienia mnie nieodwołalnie, ponieważ proces, który fizycznie biegnie wszechkierunkowo, logicznie buduje się jednokierunkowo - i zawsze "do przodu". a ja się starzeję. każde nowe zaistnienie dodaje się "namacalnie", jako fizycznie konkretny stan w moim ciele (tu umyśle) - i zapełnia, dosłownie zapełnia układ. a struktura "kostnieje" (z wszelkimi tego konsekwencjami, raczej mało dla mnie radosnymi). po myśleniu zostaje ślad, białkowy w rozumie (lub dowolny, kiedy chodzi o inny typ ewolucji) - pozostaje "notatka", protokół z przebiegu wydarzeń. element po elemencie następuje odkładanie się "cegiełek" myślenia, powstaje historia abstrakcji budowana ze stanów chwilowych. bo myślenie (rozumowanie) to proces zawsze historyczny z zakończeniem w chwili aktualnej. 23
  24. 24. - informacja - kodowanie informacji w umyśle sprawa wymaga osobnego wyjaśnienia. jedność zasady tworzenia się abstrakcji wymusza jedność jej kodowania w każdym przypadku, niezależnie od czasu oraz miejsca występowania procesu, to zdaje się być już oczywiste. - jednak różne kanały zmysłowego podłączenia do świata niosą różne informacje i różny, tylko im konkretnie przypisany kod. dlatego w definiowaniu tych "wtyczek" do świata występuje tradycyjny podział na kodowanie semantyczne lub obrazowe (lub innych zmysłów). czy niesłusznie, czy rzeczywiście nie ma różnic? czy nie występuje kodowanie obrazowe albo słowne? odpowiedź jest dwuczęściowa: nie ma różnic, kiedy rozpatruję mechanizm kodowania – są, kiedy analizie podlega zawartość przekazu. różnica w "szyfrowaniu" przekazu istnieje i musi istnieć, ponieważ są to inne i inaczej działające kanały (przecież ich budowa wpływa na sposób kodowania) - jednak dotyczy to wyłącznie treści przekazu i nie sięga sposobu zapisu (i nośnika). ten jest jeden dla całości ewolucji. jeżeli wspominam o zapisie słownym i abstrakcjach semantycznych, to mówię o abstrakcjach o takiej treści, o kodowaniu treści, jednak nie o kodowaniu jako procesie fizycznym. proces fizyczno-chemiczny jest zawsze jednaki (jest zasadą zmiany) – a zarazem za każdym razem inny (konkretną realizacją zasady). w jednostkowym kodowaniu, w tym i tylko tym zdarzeniu, zachodzi zawsze taki sam przebieg "technicznych" faktów (mechanika procesu), ale to, co powstaje, jest każdorazowo zaistnieniem indywidualnym i niepowtarzalnym. - w abstrakcji powstającej w obrębie kanału "dźwiękowego" (i odpowiednio "na zakończeniu", w mózgu) inaczej będzie budować się ewolucja, ponieważ będzie tworzyć się w oparciu o kształt filtru tylko do tego kanału się odnoszącego - ale głęboka zasada tworzenia się procesu jest analogiczna do pozostałych zmysłów. czym się więc różni kodowanie obrazowe od słownego? niczym. - niczym w formie procesu, wszystkim w treści. - kiedy analizuję fizyczny kształt oraz przebieg strumienia energii, który tworzy konkretną abstrakcję, to żadnych różnic nie zarejestruję - oczywiście poza lokalizacją w ramach mózgu. bez odwołania się do położenia abstrakcji w strukturze nie wyróżnię jej z tła, nie ma ona dla mnie innych cech. co więcej, nie może ich być. dlaczego? to łatwo uzasadnić. wystarczy wyobrazić sobie, że w umyśle działają różne kody dla obrazów, słów, zapachu - żeby od razu dojść do wniosku, że w takim układzie nie pojawi się szansa na "zgranie" informacji pochodzących od odrębnych zmysłów. odszukanie, a następnie tłumaczenie na jakiś wspólny język danych pochłaniałoby tak dużo czasu i wymagałoby tak wielu procesów kontrolnych (i zasobów po prostu), że nie można byłoby mówić o wspólnym i zbornym funkcjonowaniu. poziom fizyczny, nośnik abstrakcji tworzy się według jednej zasady i jest w każdym zmyśle ten sam, a to umożliwia wzajemną komunikację - i stanowi o integralności, a także jedności układu. kod zapisu danych musi być jeden - a co więcej, musi również być jednaki przez całe życie osobnika. po co? żeby umożliwić powstawanie, a następnie odtwarzanie zawartości "archiwum". "ja" to zasób mojego "archiwum", które odświeżam każdego poranka. bez dostępu do wiedzy, czyli do abstrakcji, które zebrałem w ciągu życia, bez tego nie istnieję - tu są moje doznania i uogólnienia tych doznań, tu znajdują się oznaczające mnie fakty. bez takiej "biblioteki" nie istnieję. dla fizycznego procesu nie ma żadnego znaczenia, czy koduje obraz, smak lub kolejną ważną myśl - to zawsze jest energetyczny i kwantowy proces. tylko-i-wyłącznie. z elementów, faktów, które napływają od zmysłów, z energii, która od nich dociera (już wstępnie skondensowana, także "obrobiona" kształtem zmysłowego filtru) - ze składników, które docierają z "głębin" umysłu (skojarzenia do kiedyś zaistniałych sytuacji, albo aktualne przemyślenia), z tego wszystkiego, co się energetycznie znajdzie (kotłuje) w polu operacyjnym (a następnie w świadomości) - z tego powstaje kolejny stan, namacalna "abstrakcja". czyli ślad pamięciowy, "notatka" dotycząca zdarzeń w "tu i teraz". nie jest ważne, czy informacja pochodzi od zmysłów (z zewnątrz), czy z myślenia, zawsze jest tym samym - porcjowanym strumieniem energii. 24
Fly UP